Bernardino Giuseppe Bucci
Luiza Piccarreta
Zbiór wspomnien o Sludze Bozej
Ciotce Rozarii, wiernej strazniczce zycia Slugi Bozej Luizy Piccarrety
Bernardino Giuseppe Bucci
Kapucyn
Luiza Piccarreta
Zbiór wspomnien o Sludze Bozej
(tlum. E. Joanna Kaczynska)
wlasnosc Autora
Slowo wstepne
Serdeczna troska o przechowanie pamieci naszego prostego ludu, który codzienna praca i pokornym przyjmowaniem zyciowych utrapien wzbudzil i wzbudza milosc u Boga i bliznich sklonila o. Bernardina Bucciego, naszego brata kapucyna, do spisania rodzinnych wspomnien o Luizie Piccarrecie, powszechnie zwanej przez ten lud swiatobliwa
Luiza".Zainteresowanie jej osoba jest szczególnie silne, zarówno ze wzgledu na zblizenie do mistyki, jakie obserwujemy ostatnimi czasy (a przeciez Luize nalezy uwazac za mistyczke, gdyz poprzez kontemplacje i spokojne przyjmowanie cierpien fizycznych osiagnela wysoki stopien zazylosci z Jezusem), jak i dlatego, ze znalo ja i odwiedzalo
kilku naszych braci (o. Fedele z Montescaglioso, o. Wilhelm z Barletty, o. Salvatore z Corato, o. Terencjusz z Campi Salentina, o. Daniel z Triggiano, o. Antoni ze Stigliano, o. Józef z Francavilla Fontana zeby wymienic choc kilku), którzy jej przekazali podstawowe elementy duchowosci franciszkanskiej, przejmujac od niej milosc do Chrystusa i zarliwosc w wypelnianiu Bozej Woli.Niechaj wiec ksiazka ta, w która tyle entuzjazmu i pracy wlozyl o. Bernardino, pomoze wszystkim czytelnikom dokladniej sie zapoznac z duchowoscia Luizy i przyczynic sie do jej beatyfikacji.
O. Marian Bubbico
Prowincjal Zakonu Kapucynów Mniejszych Apulii.
Wstep
Na usilne zachety czcigodnego dzis juz emerytowanego arcybiskupa Trani, Przewielebnego Józefa Carty, zabralem sie do spisania swiadectw o Luizie Piccarrecie, zebranych wsród czlonków mojej rodziny i innych osób, które osobiscie znaly Sluge Boza. Przy kilku wydarzeniach bylem tez osobiscie obecny.
W dziecinstwie mialem w staly i bezposredni kontakt ze Sluga Boza, bo ciotka moja, Rozaria Bucci, opiekowala sie Luiza w dzien i w nocy przez niemal piecdziesiat lat. Obydwie zarabialy na zycie robieniem koronek klockowych. Moja rodzina byla spokrewniona z rodzina Piccarretów. Siostry moje, Iza, Maria i Gemma bywaly czesto w do
mu Luizy, równiez po to, by uczyc sie koronkarstwa. Luiza najbardziej lubila Gemme, dla której sama wybrala imie, gdy mala sie urodzila. Siostra Luizy, Angelina, matkowala moim siostrom na chrzcie i bierzmowaniu. Bylismy ze soba w takiej zazylosci, ze w rodzinie wszyscy mówili do niej ciociu Angelino".Z Luiza stosunki byly bardzo bliskie. Pamietam, ze moja matka chodzila do niej czesto i toczyla z nia dlugie rozmowy. Nie wiadomo czego one dotyczyly. Mysle, ze Luiza przepowiedziala matce wczesna smierc. Wnosze to z tego, ze matka czesto mówila o smierci i dawala nam do zrozumienia, ze nie pozyje dlugo. Zmarla w wieku piecdziesieciu jeden lat, w trzy lata po Luizie. W chwili smierci miala na sobie koszule Slugi Bozej. Ja osobiscie dostawalem od Luizy obrazki
swiete i wizerunki patronów. Pomimo bliskich i rodzinnych stosunków, przed Luiza nie odzywalem sie niemal wcale, tak wielkie wywierala na mnie wrazenie.Zebralem i zanotowalem duzo materialu, ale nie wszystko moglem tu uporzadkowac tak, aby moglo wyjsc drukiem; zbyt wiele kosztowaloby to pracy i czasu, którym niestety nie dysponuje. Musialem dokonac wyboru i opublikowac tylko te materialy, które uwazalem za najbardziej interesujace. Nie chce przez to powiedziec, ze przypadki pominiete nie zasluguja na uwa
ge. Przeciwnie jestem przekonany, ze kazde wydarzenie dotyczace Piccarrety przyda sie, by lepiej osadzic jej postac w epoce, w której zyla.Postanowilem jednak dalej pracowac nad porzadkowaniem i wyszukiwaniem wspomnien o Luizie, bo chcialbym opublikowac szersza biografie Slugi Bozej, dzielo, które rozpoczalem juz od pewnego czasu i które mam nadzieje wkrótce zakonczyc.
ojciec Bernardino Giuseppe Bucci
Rozdzial pierwszy
Rys biograficzny
Sluga Boza Luiza Piccarreta urodzila sie w Corato, w prowincji Bari, dnia 23 kwietnia 1865 i tam tez zmarla w opinii swietosci 4 marca 1947.
Miala szczescie urodzic sie w jednej z rodzin patriarchalnych, jakich wciaz jeszcze jest sporo w naszym apulijskim srodowisku, a które ukochawszy sobie wiejskie zycie zaludnily nasze osady. Jej rodzice, Vito Nicola i Róza z domu Tarantino mieli piec córek: Marie, Rachele, Filomene, Luize i Angele. Maria, Rachela i Filomena powychodzily za maz. Angela, która wszyscy nazywali Angelina, pozostala w staropanienstwie i mieszkala razem z
siostra Luiza az do smierci.Luiza przyszla na swiat w niedziele
in albis i tego samego dnia zostala ochrzczona. W kilka godzin po narodzinach ojciec zawinal ja w koc i zaniósl do parafii, gdzie udzielono jej Chrztu Swietego.Nicola Piccarreta byl rzadca folwarku rodziny Mastrorilli, polozonego w skalistym regionie Murge, w miejscowosci
Torre Disperata, 27 kilometrów od Corato. Kto zna te okolice, umie docenic spokój i cisze, jaka panuje w cienistych dolinach polozonych wsród pelnych slonca, nagich, kamienistych wzgórz. W tym folwarku Luiza spedzila dlugie lata dziecinstwa i dojrzewania. Przed domem wciaz jeszcze stoi rozlozyste, prastare drzewo morwowe z wielka dziupla u dolu, gdzie dziewczynka chowala sie, by pomodlic sie w ukryciu przed wzrokiem ciekawskich. To tutaj, w tym samotnym, slonecznym miejscu rozpoczela sie dla Luizy owa boska przygoda, która miala ja wprowadzic na sciezki cierpienia i swietosci. Tutaj przecierpiala wielkie meki z winy nieczystego, który czasem dreczyl ja równiez fizycznie. Luiza bronila sie przed jego napasciami modlac sie usilnie, zwlaszcza do Najswietszej Maryi Panny, która pocieszala ja swa obecnoscia.Opatrznosc Boza tak prowadzila swymi tajemniczymi sciezkami te mloda dziewczyne, ze nie znala ona zadnej innej radosci, prócz Boga i Jego Laski. I rzeczywscie, pewnego dnia Pan rzekl do niej: Przepatrzylem swiat caly przygladajac sie kazdemu stworzeniu z osobna, szukajac najmniejszego ze wszystkich. Ciebie znalazlem wsród tak wielu, najmniejsza ze wszystkich. Upodobalem sobie twoja malosc i wybralem cie; powierzylem cie moim aniolom, zeby czuwali nad toba nie po to, aby uczynic cie wielka, ale po to, by strzegli twej malosci a teraz chce, aby spelnilo sie wielkie dzielo mojej Woli. Dlatego nie poczujesz sie wielka, a przeci
wnie: Wola moja uczyni cie mniejsza, i dalej bedziesz malenka córka Bozej Woli" (por. Tom XII, 23 marca 1921).W wieku dziewieciu lat Luiza przystapila do pierwszej Komunii swietej i otrzymala swiety Sakrament Bierzmowania. Od tej chwili nauczyla sie zatapiac w modlitwie przez cale godziny u stóp Najswieteszego Sakramentu. W wieku lat jedenastu zapragnela wstapic do kwitnacego wówczas stowarzyszenia Córek Maryi przy kosciele sw. Józefa. Po ukonczeniu lat osiemnastu zostala tercjarka dominikanska, przybierajac imie Siostry Magdaleny. Byla jedna z pierwszych czlonkin Trzeciego Zakonu, który popieral jej proboszcz. Czesc Luizy dla Matki Boskiej rozwinie w niej gleboka duchowosc maryjna, zapowiedz slów, jakie w przyszlosci napisze o Maryi.
Glos Jezusa naklanial Luize do oderwania sie od wszystkiego i od wszystkich. Miala okolo osiemnastu lat, gdy z balkonu swego domu przy ulicy Mazario Sauro ujrzala Go nagle, cierpiacego pod ciezarem Krzyza, jak podniósl ku niej wzrok i powiedzial: Duszo, wspomóz mnie! Odtad Luiza zaplonela nienasyconym pragnieniem cierpienia za Chrystusa i za zbawienie dusz. Wtedy to zaczely sie jej cierpienia fizyczne, które w polaczeniu z udreka duchowa i moralna wyniosly ja na szczyty heroizmu.
Rodzina wziela je za chorobe i zwrócila sie o pomoc do lekarzy. Lecz zaden pytany lekarz nie wiedzial, co czynic wobec przypadku klinicznego tak dziwnego i jedynego w swoim rodzaju. Luiza cierpiala na kadaweryczna sztywnosc ciala, choc przejawiala oznaki zycia, i nie bylo lekarstwa zdolnego usmierzyc j
ej niewymowne cierpienia. Gdy wyczerpano wszystkie srodki znane sztuce medycznej, zwrócono sie o pomoc do ksiezy. Wezwano do jej wezglowia, ojca Kosme Loiodice z zakonu augustynów, który przebywal wtedy u rodziny ze wzgledu na tzw. ustawe Siccardiego (1). Ku ogromnemu zdziwieniu obecnych wystarczyl znak krzyza nakreslony przez kaplana na jej biednym ciele, aby chora natychmiast powrócila do normalnego stanu. Po powrocie ojca Loiodice do zakonu wzywano kilku kaplanów swieckich, którzy kreslac znak krzyza przywracali Luize do przytomnosci. Byla ona przekonana, ze wszyscy ksieza sa swieci, lecz pewnego dnia Pan Jezus powiedzial jej: Nie dlatego, ze wszyscy sa swieci zebyz nimi byli! ale tylko dlatego, ze kontynuuja moje kaplanstwo na swiecie, ty musisz byc zawsze posluszna ich autorytetowi i nigdy im sie nie sprzeciwiac bez wzgledu na to, czy sa dobrzy czy zli (por. Tom I). Przez cale swoje zycie Luiza bedzie zawsze posluszna autorytetowi ksiezy. Bedzie to jeden z powodów jej najwiekszego cierpienia. Codzienna potrzeba interwencji kaplana, aby móc powrócic do zwyklych zajec, bedzie dla Luizy zródlem najglebszego upokorzenia. Poczatkowo najwiekszy brak zrozumienia i przykrosci spotykal ja wlasnie ze strony ksiezy, którzy uwazali ja za dziewczyne egzaltowana, szalona, za osobe, która chce zwrócic na siebie uwage otoczenia. Pewnego razu pozostawili ja w zesztywnieniu przez ponad dwadziescia dni. Luiza, po zaakceptowaniu swego stanu ofiary, znalazla sie w warunkach zycia bardzo szczególnych: codziennie rano odnajdywano ja sztywna, skurczona bez ruchu na lózku i nikt nie byl w stanie jej rozprostowac, podniesc reki, poruszyc glowa, badz nogami. Jak wiemy, potrzebny byl ksiadz, który by ja poblogoslawil i znakiem krzyza odjal te sztywnosc, aby mogla powrócic do swych codziennych zajec (robila koronki klockowe). Rzecz niezwykla: jej spowiednicy nie byli nigdy jej kierownikami duchowymi to zadanie Pan Nasz pragnal zachowac dla siebie. Jezus przemawial do niej osobiscie. Udzielajac nauk, poprawiajac i karcac w razie potrzeby, stopniowo wprowadzil Luize na najwyzszy stopien doskonalosci. Przez dlugie lata Luiza byla madrze nauczana i przygotowywana na przyjecie daru Bozej Woli.Ówczesny arcybiskup Józef Bianchi Dottula (22 grudnia 1848 22 wrzesnia 1892), uslyszawszy o wydarzeniach w Corato i po wysluchaniu opinii kilku ksiezy zechcial na wlasna odpowiedzialnosc zajac sie tym dziwnym przypadkiem i przemyslawszy gleboko cala sprawe wyznaczyl Luizie specjalnego spowiednika w osobie Wielebnego Michala De Benedictis, zacne
go kaplana, któremu dziewczyna otworzyla swa dusze do glebi. Ksiadz, czlowiek ostrozny i swietego charakteru, narzucil granice cierpieniom Luizy i zakazal jej czynic cokolwiek bez swego przyzwolenia. To wlasnie ksiadz Michal nakazal Luizie zjedzenie przynajmniej jednego posilku dziennie, nawet jezeli zaraz potem miala zwrócic wszystko, co zjadla. Luiza miala zyc tylko Wola Boza. To wlasnie wtedy, gdy byla pod opieka ksiedza Michala, dostala pozwolenie na stale przebywanie w lózku jako ofiara pokuty. Byl rok 1888. Od tamtej pory Luiza pozostala przykuta do swego loza meki, w pozycji siedzacej, przez nastepne piecdziesiat dziewiec lat, az do smierci. Zauwazmy, ze do tej pory, pomimo, ze przyjela swój stan ofiary, czynila to jednak tylko czasami, gdyz posluszenstwo zakazywalo jej ciaglego pozostawania w lózku. Lecz od pierwszego dnia roku 1889 pozostanie w nim na zawsze.W 1898 roku nowy arcybiskup Tomasz De Stefano (24 marca 1898 13 maja 1906) przyslal innego spowiednika, ksiedza Januarego Di Gennaro, który bedzie sprawowal ten urzad przez dwadziescia cztery lata. Ten spowiednik, przeczuwajac cuda, jakich Pan dokonywal w duszy Luizy, nakazal jej kategorycznie spisywac wszystko, co w niej czynila Laska Boska. Na nic byly wszelkie argumenty, jakimi Sluga Boza st
arala sie wymówic od tego zadania, nawet argument o bardzo znikomych umiejetnosciach pisarskich nie pomógl. Ks. January Di Gennaro pozostal zimny i niewzruszony, choc wiedzial, ze biedaczka ukonczyla tylko pierwsza klase szkoly podstawowej. Musiala sie poddac. W ten sposób, dnia 28 lutego 1898 rozpoczela pisanie dziennika, który mial objac az trzydziesci szesc grubych tomów! Ostatni rozdzial zakonczyla dnia 28 grudnia 1939, kiedy dostala polecenie nie pisania juz wiecej.Po smierci spowiednika, 10 wrzesnia 1922 zastapil go kanonik Franciszek De Benedictis, który byl przy niej tylko cztery lata, gdyz i on zmarl 30 stycznia 1926. Arcybiskup Józef Leo (17 stycznia 1920 20 stycznia 1939) przyslal na spowiednika zwyczajnego Luizy mlodego ksiedza Benedykta Calv
iego, który pozostal przy niej az do jej smierci, dzielac z nia wszystkie cierpienia i nieporozumienia, jakie mialy spotkac Sluge Boza w ostatnich latach jej zycia.W poczatkach wieku lud naszej ziemi mial szczescie poznac Blogoslawionego Hanibala Marie Di Francia, podrózujacego po Apulii w poszukiwaniu miejsca na meski i zenski dom dla zgromadzenia, które wlasnie zalozyl w Trani. Uslyszawszy o Luizie Piccarrecie udal sie do niej z wizyta i od tej pory te dwie wielkie dusze zwiazal na zawsze wspólny cel. Ró
wniez inni wielcy kaplani odwiedzali Luize, jak na przyklad jezuita ojciec January Braccali, ojciec Eustachiusz Montemurro, zmarly w opinii swietosci, oraz przewielebny Ferdynand Cento, nuncjusz papieski i kardynal Kosciola Swietego. Blogoslawiony Hanibal zostal spowiednikiem nadzwyczajnym i redaktorem pism Luizy, które wladze koscielne w miare ich konczenia badaly i zatwierdzaly. Okolo roku 1926 blogoslawiony Hanibal nakazal Luizie spisanie w zeszycie wspomnien z dziecinstwa i mlodosci. Blogoslawiony Hanibal opublikowal wiele pism Luizy, m. in. slynna ksiazke Zegar Meki, która doczekala sie czterech wydan. Dnia 7 pazdziernika 1928, po wykonczeniu domu sióstr zgromadzenia Bozej Gorliwosci w Corato, zgodnie z osobistym zyczeniem bl. Hanibala przeniesiono Luize do klasztoru. Bl. Hanibal zmarl byl juz wtedy w opinii swietosci w Messynie.W 1938 spadlo na Luize straszne nieszczescie. Rzymskie wladze koscielne potepily ja oficjalnie, a ksiazki jej umiescily na indeksie. Ale gdy opublikowano wyrok Swietego Uficjum, Luiza natychmiast poslusznie poddala sie wyrokowi wladz Kosciola.(2)
Przyjechal z Rzymu wyslannik, zadajac oddania wszystkich jej rekopisów, co tez Luiza uczynila bezzwlocznie i spokojnie. Wszystkie pisma powedrowaly do tajnych archiwów Swietego Uficjum.
W dniu 7 pazdziernika 1938, na polecenie przelozonych Luiza musiala opuscic klasztor i znalezc sobie nowe mieszkanie. Ostatnie dziewiec lat zycia spedzila w domu na ulicy Maddalena, w miejscu, które dobrze znaja starzy mieszkancy Corato, pamietajacy jak 8
marca 1947 roku wynoszono stamtad zwloki Luizy.Zywot Luizy byl nadzwyczaj skromny; posiadala bardzo niewiele dóbr doczesnych. Mieszkala w wynajetym domu, razem z siostra Angelina, która otaczala ja serdeczna opieka, wraz z kilku innymi poboznymi kobietami. Pieniadze, którymi dysponowala, nie wystarczaly nawet na oplate czynszu. Robila wciaz koronki na klockach, zarabiajac tyle, zeby starczylo na utrzymanie siostry, bo sama przeciez nie potrzebowala ani ubran, ani butów. Pozywienie jej skladalo sie z mikro
skopijnych posilków, przynoszonych jej przez pomocnice Rozarie Bucci. Luiza nie zadala niczego, nie prosila o nic, a przelkniete jedzenie natychmiast zwracala. Nie wygladala na osobe umierajaca, ale tez nie wygladala zdrowo. A jednak nigdy nie byla bezczynna, zuzywala sily w cierpieniu i pracy, zas zycie jej, w oczach osób, które ja znaly do glebi, bylo nieustajacym cudem.Godna podziwu byla jej calkowita obojetnosc na wszelkie korzysci materialne, które nie pochodzilyby z jej codziennej pracy! Stanowczo odmawiala przyjmowania pieniedzy i prezentów, które usilowano jej robic z rozmaitych powodów. Nigdy nie przyjela wynagrodzenia za swoje ksiazki. Blogoslawionemu Hanibalowi, który chcial jej wreczyc sumy nalezne za prawa autorskie, odpowiedziala: Ja nie mam z
adnych praw, bo to co jest tam napisane nie jest moje (por. Wstep do ksiazki Zegar Meki, Messyna, 1926). Odmawiala oburzona i zwracala pieniadze, które pobozni ludzie czasem dla niej przesylali.Mieszkanie Luizy przypominalo klasztor, ciekawscy nie mieli tam wstepu. Odwiedzalo ja zawsze kilka kobiet, zyjacych tym samym duchem, oraz dziewczeta przychodzace na nauke haftu i robienia koronek na klockach. Z tego wlasnie kólka zrodzilo sie wiele powolan zakonnych. Lecz jej wychowawcze dzielo nie ograniczalo
sie li tylko do dziewczat, takze wielu mlodych chlopców wstepowalo do róznych zakonów lub zostawalo kaplanami.Dzien zaczynal sie dla niej okolo piatej rano, kiedy do domu przychodzil ksiadz, by ja poblogoslawic i odprawic Msze swieta, co na ogól czynil jej spowiednik, badz jakis oddelegowany w tym celu kaplan. Byl to przywilej przyznany jej przez papieza Leona XIII i potwierdzony przez sw. Piusa X w roku 1907. Po Mszy swietej Luiza pograzala sie w modlitwie dziekczynnej na jakies dwie godziny. Okolo ósmej
zaczynala prace na klockach, która trwala do poludnia. Po skromnym obiedzie pozostawala w swym pokoju sama, w skupieniu. Po poludniu, po ponownej kilkugodzinnej pracy odmawiala Rózaniec. O ósmej wieczorem zaczynala pisac dziennik, po czym okolo pólnocy szla spac. Rano znajdowano ja nieruchomo skulona na lózku, sztywna, z glowa pochylona na prawo. Trzeba bylo interwencji kaplana, aby przywrócic ja z powrotem do normalnego stanu i posadzic na lózku.Luiza zmarla majac osiemdziesiat jeden lat, dziesiec miesiecy i dziewiec dni, 4 marca 1947, po pietnastu dniach ostrego zapalenia pluc, jedynej choroby stwierdzonej w calym jej zyciu. Zmarla w chwili, gdy noc chylila sie ku koncowi, o tej samej godzinie, o której normalnie kaplanskie blogoslawienstwo uwalnialo ja z
usztywnienia. Byl wtedy arcybiskupem J.E. ks. Franciszek Petronelli (25 maja 1939 16 czerwca 1947). Luiza umarla na lózku w pozycji siedzacej. Okazalo sie niemozliwe wyprostowac ja i polozyc, a jej cialo i to jest nadzwyczajne nie uleglo rigor mortis i zachowalo zwykla pozycje.Gdy rozeszla sie wiesc o smierci Luizy, cala ludnosc okoliczna zaczela naplywac do jej domu i konieczna byla interwencja strózów porzadku publicznego, aby zapanowac nad tlumem, który w dzien i w nocy ciagnal nieprzerwanie, by zobaczyc kobiete, która byla tak droga wszystkim sercom. Wszedzie rozlegaly sie glosy: Swiatobliwa
Luiza nie zyje!. By zadowolic wszystkich, którzy chcieli ja zobaczyc, wladze miejskie i sanitarne przyzwolily na wystawienie zwlok Luizy przez cztery dni. Na jej ciele nie pojawily sie slady rozkladu. Nie wygladala na zmarla siedziala na swym lózku ubrana na bialo; wydawalo sie, jakby przed chwila zasnela, bo jak juz mówilem, zwloki nie ulegly rigor mortis. Rzeczywiscie bez zadnego wysilku mozna bylo obracac jej glowe, unosic rece, poruszac dlonmi i palcami; unoszac jej powieki widac bylo, ze oczy sa lsniace, nie zasnute mgla smierci. Wszyscy uwazali, ze zyje jeszcze, tylko spi gleboko. Specjalnie zwolane Konsylium lekarskie oswiadczylo po uwaznych ogledzinach, ze Luiza nie zyje i trzeba ja uznac za rzeczywiscie zmarla, a nie w letargu, jak wszyscy sobie wyobrazali.Luiza powiedziala kiedys, ze urodzila sie na odwrót, a wiec sluszne bylo, zeby jej smierc takze wygladala na odwrót w stosunku do smierci innych ludzi. Zmarla tak, jak zyla, w pozycji siedzacej, i tak tez udala sie na cmentarz, w specjalnie skonstruowanej trumnie, oszklonej z przodu i po bokach, aby wszyscy mogli ja widziec, siedzaca jak królowa na swoim tronie, ubrana na bialo, z napisem
Fiat na piersi. Ponad czterdziestu ksiezy, cala Kapitula i wszyscy miejscowi zakonnicy szli w kondukcie pogrzebowym; siostry zakonne niosly po kolei na barkach jej trumne, ogromny tlum ludzi otaczal ja zewszad. Ulice wypelnialo nieprzebrane morze ludzi, niektórzy powchodzili na balkony i dachy domów. Kondukt szedl bardzo powoli, z trudem torujac sobie droge. Uroczystosci pogrzebowe malej córki Bozej Woli odbyly sie w Kosciele Matce, gdzie Msze Swieta odprawila Kapitula w komplecie. Cale Corato odprowadzilo ja na cmentarz. Kazdy chcial wrócic do domu z jakas pamiatka, z kwiatkiem, którym dotknal trumny zmarlej. Kilka lat pózniej trumne ze zwlokami przeniesiono do kosciola farnego Santa Maria Greca.W roku 1994, w swieto Chrystusa Króla w Kosciele farnym, w obecnosci licznie zgromadzonych wiernych i gosci z zagranicy, Jego Ekscelencja ks. Arcybiskup Carmelo Cassati uroczyscie otworzyl proces beatyfikacyjny Slugi Bozej Luizy Piccarrety.
Najwazniejsze daty
W kilka godzin po jej narodzinach ojciec zawinal ja w koc i zaniósl do Kosciola farnego aby ja ochrzcic. Matka nie cierpiala przy porodzie, dziecko urodzilo sie bezbolesnie.
1885 - 1947 Dusza wybrana, anielska oblubienica Chrystusa, pokorna i pobozna, obdarzona przez Boga nadzwyczajnymi darami, ofiara niewinna, posredniczka Bozej Sprawiedliwosci, przez szescdziesiat dwa nieprzerwane lata przelezane w lózku jest Zwiastunka Królestwa Bozej Woli.
4 marca1947 Pelna zaslug, w wieczystej swiatlosci Bozej Woli konczy swe ziemskie dni tak, jak zyla, aby zatriumfowac wsród aniolów i swietych w nieskonczonym blasku Bozej Woli.
7 marca 1947 Jej smiertelne szczatki pozostaja wystawione przez cztery dni na widok publiczny, aby nieprzebrane tlumy wiernych przybyle do jej domu mogly ujrzec po raz ostatni Swiatobliwa Luize, tak droga ich sercu. Luiza odbywa swa ostatnia ziemska droge triumfalnie, sunac jak królowa posród dwó
ch szpalerów ludu. Caly kler diecezjalny i zakonny odprowadza jej trumne na cmentarz. Nabozenstwo odbywa sie w Kosciele Matce z udzialem calej Kapituly. Po poludniu Luiza zostaje pochowana w kaplicy rodowej Calvich.3 lipca 1963 Jej szczatki zostaja ostatecznie zlozone w kosciele farnym Santa Maria Greca.
20 listopada 1994 W swieto Chrystusa Króla, ks. Arcybiskup Cassati otwiera uroczyscie proces beatyfikacyjny Slugi Bozej Luizy Piccarrety w obecnosci licznie przybylych miejscowych wiernych i gosci z zagran
icy.Na zdjeciu: Pierwszy obrazek Slugi Bozej Luizy Piccarrety, wydany w roku 1948, opatrzony
imprimatur ks. abpa Fr. Reginalda Addaziego O.P.Spowiednicy i kierownicy duchowi
1. ojciec Kosma Loiodice zakonnik i pierwszy spowiednik
2. Ks. Michal De Benedictis spowiednik mlodziutkiej Luizy, wyznaczony w 1884 r. na jej oficjalnego spowiednika przez ksiedza biskupa Józefa B. Dottule
3. Ks. January Di Gennaro proboszcz parafii sw. Józefa, spowiednik od r. 1898 do r. 1922; jako cwiczenie w posluszenstwie nakazal Sludze Bozej spisywanie codziennie kazdego objawienia Pana
4. O. Hanibal Maria Di Francia od r. 1919 do r. 1927 z polecenia biskupa byl jej spowiednikiem nadzwyczajnym; z ramienia Kosciola byl redaktorem pism Slugi Bozej; opublikowal kilka jej pi
sm, m. in. Zegar Meki5. Ks. Kard. Ferdynand Cento nuncjusz papieski i kardynal Swietego Kosciola Rzymskiego
6. Ks. Franciszek De Benedictis spowiednik od roku 1922 do 1926, nastepca ks. Januarego Di Gennaro
7. Ks. Felice Torelli proboszcz parafii Santa Maria Greca
8. Ks. Ciccio Bevilacqua Koadiutor Kosciola farnego, okazjonalny spowiednik
9. Ks. Lukasz Mazzilli Koadiutor, okazjonalny spowiednik
10. Ks. Benedykt Calvi od r.1926 do 1947 staly spowiednik z polecenia arcybiskupa Józefa Leo
Ks. Peppino Ferrara, odprawial czasem nabozenstwa w domu Luizy.
Ks. Vitantonio Patruno, odprawial czasem nabozenstwa w domu Luizy.
Ks. pralat Klemens Ferrara, odprawial czasem nabozenstwa w domu Luizy.
Ks. Cataldo Tota, rektor Seminarium w Bisceglie i proboszcz kosciola sw. Franciszka
Ks. Michal Samarelli, Wikariusz Generalny Bari.
Ks. Ernest Balducci, Wikariusz Generalny Salerno.
Ks. Ludwik DOria, kierownik duchowy Regionalnego Seminarium Duchownego w Molfetta i Wikariusz Generalny Trani.
Takze wielu innych kaplanów, zakonnych i diecezjalnych, których tu nie wymieniamy, od czasu do czasu z róznych powodów odwiedzalo dom Slugi Bozej.
Na zdjeciu: Ks. Benedykt Calvi, ostatni spowiednik Luizy Piccarrety
Biskupi (3)
Lista pism Luizy Piccarrety
Daty dzienników, które pisala Luiza Piccarreta, spelniajac poslusznie zadanie otrzymane od spowiedników.
Takze w sprawie pism Luiza byla calkowicie zalezna od wladz Kosciola.
Dlatego z najwyzsza niechecia i powodowana jedynie posluszenstwem zaczela pisanie dnia 28 lutego 1899.
Tomy Daty
Tomy I i II od 28 lutego do 30 pazdziernika 1899
Tom III od 1 listopada 1899 do 4 wrzesnia 1900
Tom IV od 5 wrzesnia 1900 do 18 marca 1903
Tom V od 19 marca do 30 pazdziernika 1903
Tom VI od 1 listopada 1903 do 16 stycznia 1906
Tom VII od 30 stycznia 1906 do 30 maja 1907
Tom VIII od 23 czerwca 1907 do 30 stycznia 1909
Tom IX od 10 marca 1909 do 3 listopada 1910
Tom X od 9 listopada 1910 do 10 lutego 1912
Tom XI od 14 lutego 1912 do 24 lutego 1917
Tom XII od 16 marca 1917 do 26 kwietnia 1921
Tom XIII od 1 maja 1921 do 4 lutego 1922
Tom XIV od 4 lutego do 24 listopada 1922
Tom XV od 28 listopada 1922 do 14 lipca 1923
Tom XVI od 23 lipca 1923 do 6 czerwca 1924
Tom XVII od 10 czerwca 1924 do 4 sierpnia 1925
Tom XVIII od 9 sierpnia 1925 do 21 lutego 1926
Tom XIX od 23 lutego do 15 wrzesnia 1926
Tom XX od 17 wrzesnia 1926 do 21 lutego 1927
Tom XXI od 23 lutego do 26 maja 1927
Tom XXII od 1 czerwca do 14 wrzesnia 1927
Tom XXIII od 17 wrzesnia 1927 do 11 marca 1928
Tom XXIV od 19 marca do 3 pazdziernika 19
28Tom XXV od 7 pazdziernika 1928 do 4 kwietnia 1929
Tom XXVI od 7 kwietnia do 20 wrzesnia 1929
Tom XXVII od 23 wrzesnia 1929 do 17 lutego 1930
Tom XXVIII od 22 lutego 1930 do 8 lutego 1931
Tom XXIX od 13 lutego do 26 pazdziernika 1931
Tom XXX od 4 listopada 1931 do 14 lipca 1932
Tom XXXI od 24 lipca 1932 do 5 marca 1933
Tom XXXII od 12 marca do 10 listopada 1933
Tom XXXIII od 19 listopada 1933 do 24 listopada 1935
Tom XXXIV od 2 grudnia 1935 do 2 sierpnia 1937
Tom XXXV od 9 sierpnia 1937 do 10 kwietnia 1938
Tom XXXVI od 12 kwietnia do 28 grudnia 1938
Na zdjeciu: Sluga Boza pisze dzienniki wpatrzona w krucyfiks
Noty:
(1) Hrabia Giuseppe Siccardi (1802-57) w roku 1850 przedstawil projekt ustawy znoszacej przywileje kleru oraz wladze sadu koscielnego w panstwie sabaudzkim
(2) Oto tekst, który Sluga Boza przeslala swemu biskupowi przy tej okazji:
Fiat! In Voluntate Dei! Ja, nizej podpisana, dowiedziawszy sie o dekrecie w którym, w dniu 13 lipca 1938 Najwyzsza Kongregacja sw. Uficjum wpisuje na Indeks ksiazki przeze mnie napisane i opublikowane: 1 Zegar Meki P.N.J.C. z traktatem Bozej Woli; 2 W królestwie Bozej Woli; 3 Królowa Niebios w królestwie Bozej Woli; dobrowolnie i z gotowoscia dopelniam obowiazku duszy chrzescijanskiej pokornego, bezwarunkowego, pelnego i absolutnego poddania sie wyrokom swietego Kosciola Rzymskiego, w zwiazku z czym bez zastrzezen ganie i potepiam wszystko, co Najwyzsza Kongregacja swietego Uficjum zganila i potepila w wyzej wymienionych moich opublikowanych pismach w tym samym rozumieniu, w którym postanowila o tym Kongregacja. Tez sama deklaracje sle pokornie mojemu najmilszemu Arcybiskupowi, J.E. D. Giuseppe M. Leo, blagajac go o ojcowska przysluge przeslania powyzszego do sw. Uficjum.
podpisuje sie, Luiza Piccarreta z Corato.
(3) Publikujemy liste biskupów diecezji w Trani za zycia Luizy Piccarrety oraz tych, którzy interesowali sie sprawa jej beatyfikacji.
Rozdzial Drugi
Królestwo Bozej Woli
A teraz oddaje glos wam wszystkim, którzy bedziecie czytac te pisma Prosze was i blagam, abyscie przyjeli z miloscia to, co Jezus pragnie nam dac, czyli Jego Wole.
Ale zeby dac wam Swoja Wole, waszej chce od was, bo inaczej Wola jego nie zapanuje. Gdybyscie wiedzieli Z milosci mój Jezus chce wam udzielic najwiekszego daru nieba i ziemi, daru Swej Woli!
Och, ilez On lez gorzkich wylewa, gdy widzi jak z wlasnej woli rozpelzacie sie po calej wynedznialej ziemi! Nie umiecie utrzymac sie w dobrym zamiarze, a wiecie dlaczego? Dlatego, ze nie macie Jego Woli w sercu.
Och, jakze placze Jezus, jak wzdycha nad waszym losem! I szlochajac prosi, abyscie przyzwolili Jego Woli panowac w was. Chce odmienic wasz los, chce by chorzy ozdrowieli, by slabi nabrali sil, by biedni wzbogacili sie, by niestali nabrali stanowczosci, chce z was, niewolników, uczynic królów. Nie pragnie od was wielkiej p
okuty, ani dlugich modlów, ani niczego innego chce tylko, aby w was panowala Jego Wola, i abyscie przestali zyc wedlug waszej.Ach, posluchajcie Go, a ja gotowam zycie oddac za kazdego z was, wycierpiec kazda udreke, abyscie tylko otworzyli wasze dusze i Wola mojego Jezusa mogla zapanowac i triumfowac nad ludzkimi pokoleniami!
Posluchajcie, blagam, mojego wezwania chodzcie ze mna do Raju, gdzie mieliscie poczatek, bo tam Najwyzsza Istota stworzyla czlowieka, by go uczynic królem wszelkiego stworzenia, aby nad wszystkim panowal. Dane mu królestwo to wszechswiat caly, ale berlo, korona, wladza wziely sie z duszy jego, w której mieszkalo Boskie
Fiat jak Król sprawujace rzady Ono stanowilo o prawdziwej królewskiej godnosci czlowieka. Czlowiek ten mial królewskie szaty, jasniejsze od blasku slonca, jego czyny byly szlachetne, a piekno porywajace. Bóg milowal go wielce, zabawial sie z nim, nazywal go swym malym królem i synem. Bylo szczescie, lad i harmonia.Lecz czlowiek ten, pierwszy nasz ojciec, zdradzil siebie samego i swoje królestwo, jednym aktem swej woli napoil gorycza Stwórce, który go ponad wszystko wyniósl i ukochal. Utracil wiec czlowiek swe królestwo, królestwo Bozej Woli, w którym wszystko bylo mu dane. Wrota Raju zamknely sie przed nim i Bóg o
debral królestwo czlowiekowi. A tymczasem posluchajcie mojego sekretu.Odbierajac czlowiekowi królestwo Bozej Woli Pan Bóg nie powiedzial, ze juz nigdy mu go nie odda zatrzymal je Sobie w oczekiwaniu na przyszle pokolenia, aby je zadziwic swymi laskami, których oslepiajacy blask zacmiewa ludzka wole, przyczyne utraty tak swietego królestwa; zdumiewajac ich czarem cudownej madrosci Bozej Woli, chcial, by odczuli potrzebe i pragnienie wyzucia sie z wlasnej woli zródla nieszczesliwosci i zycia Wola Boza. Tak wiec Królestwo jest nasze odwagi!
Najwyzsze
Fiat czeka na nas, wola nas, wzywa bysmy je sobie wzieli. Któz wiec zdobedzie sie na to, by nie siegnac po nie, któz bedzie na tyle przewrotny, by nie wysluchac jego wolania, nie przyjac tak wielkiego szczescia?Porzucmy mizerne lachmany naszej woli, zalobny strój naszej niewoli, w która nas odziala, a bedziemy nosic szaty królewskie, stroic sie w boskie ozdoby!
Dlatego do was wszystkich wolam, posluchajcie mnie! Wy znacie moja Malosc, wiecie, ze jestem najmniejszym ze stworzen oto poszukam sobie schronienia w Bozej Woli wraz z Jezusem, a jednoczesnie zamieszkam, ja malenka, w waszym lonie i jeczac i placzac bede stamtad pukala do waszych serc, proszac was, jak nedzna zebraczka, o wasze lachmany, o was
ze stroje zalobne, o wasza nieszczesna wole, by dac ja Jezusowi, aby ja wszystka spalil i powierzywszy wam Swoja Wole przywrócil wam Swoje Królestwo, Swoje szczescie, czysty blask Swej królewskiej szaty. Och, pojmijcie, co znaczy Boza Wola! W niej sie zawiera niebo i ziemia; jezeli z nia obcujemy, wszystko jest nasze, wszystko ma z nas swój poczatek; ale gdy bez Niej zyjemy, kazda rzecz jest przeciw nam; a jesli cos posiadamy, to dlatego, ze jestesmy prawdziwymi rabusiami naszego Stwórcy i zyjemy z oszustwa i kradziezy.Dlatego, jezeli chcecie Ja poznac, przeczytajcie te slowa; w nich znajdziecie balsam na rany okrutnie wam zadane przez ludzka wole, w nich swiezy powiew na wskros boski, nowe zycie niebianskie; poczujecie Niebo w duszy, otworza sie przed wami nowe horyzonty, zaswieca nowe slonca i czesto spotkacie pragnacego dac wam Swoja Wole Jezusa z zaplakanym obliczem. Jezus placze, bo chce was widziec w szczesciu, a widzac jak bardzoscie nieszczesliwi szlocha i wzdycha, modli sie o szczesliwosc dla Swych
dzieci. Proszac, byscie podali Mu swoja wole, aby uwolnic sie od nieszczescia, obdarza was Swoja, na potwierdzenie daru Jej królestwa.Dlatego do wszystkich wolam. Wolam razem z Jezusem, poprzez Jego lzy, poprzez Jego gorace westchnienia, poprzez Jego palace Serce, pragnace udzielic Swego
Fiat. Z tego Fiat wyszlismy, z Niego mamy zycie jest wiec konieczne i sluszne, abysmy do Niego powrócili, do tego cennego i nieskonczonego dziedzictwa.W pierwszej kolejnosci apeluje do Najwyzszego Kaplana, Ojca Swietego, Przedstawiciela Kosciola Swietego, a wiec Przedstawiciela Królestwa Bozej Woli. Oto u Jego swietych stóp ta mala istota sklada to królestwo, azeby swiat z nim zapoznal, azeby ojcowskim, miarodajnym glosem wezwal wszystkie swe dzieci do zamieszkania w tym
swietym królestwie. Niechaj Najwyzsze Fiat przepoi serce swego Przedstawiciela na ziemi i zapali w nim pierwsze Slonce Bozej Woli, a poczawszy swe zycie w Osobie najwyzszej Glowy Kosciola, niechaj rozszerzy swe nieskonczone promienie na caly swiat i wszystkich oswieci swym swiatlem, i zjednoczy w jedna owczarnie z jednym Pasterzem!Drugi apel zwracam do wszystkich Kaplanów. Lezac krzyzem u stóp kazdego z nich, prosze ich i blagam, aby zechcieli zainteresowac sie i zapoznac z Wola Boza. I powiadam im: kazdy ruch, kazdy czyn najpierwej z Niej bierzcie, wiecej, schroncie sie w
Fiat, Jemu sie zawierzcie, a poznacie jak slodkie i drogie jest zycie Wola Boza wszelkie wasze dzielo z Niej czerpiac poczujecie w sobie Boska sile, uslyszycie niemilknacy glos, który bedzie wam mówil rzeczy wspaniale, nigdy przedtem nie slyszane, poczujecie w sobie swiatlosc, która oddali wszelkie zlo, poruszy narody i odda panowanie nad nimi w wasze rece.Ilez waszych wysilków pozostalo bez skutku, bo nie ma w was zycia Bozej Woli! Rozdawaliscie narodom chleb przasny, bez zaczynu
Fiat i dlatego byl im twardy i niestrawny gdy go jadly; a nie czujac w sobie zycia, nie usluchaly waszej nauki. Spozyjcie wiec ten chleb boskiego Fiat - tylko wtedy bedzie Ono zylo w was i we wszystkich innych jednym zyciem i jedna wola.Trzeci mój apel kieruje do calego swiata, do wszystkich mych sióstr, braci i dzieci. Wiecie, dlaczego kazdego z was wzywam? Bo kazdemu chce udzielic zycia Bozej Woli! Jest Ona czyms wiecej niz powietrze, którym wszyscy oddychamy; jest jak slonce, które nas wszystkich obdarza swym swiatlem; jest jak bicie serca, które chce bic w kazdym; a ja, jak dziecko male chce i wzdycham, byscie wszyscy przyjeli zycie poprzez
Fiat. Och, gdybyscie tylko wiedzieli, ile otrzymacie darów, zycie oddalibyscie, aby zapanowala w kazdym z was!Ja, marna nicosc, chce wam powierzyc druga tajemnice, uslyszana od Jezusa; a czynie to, abyscie oddali mi wasza wole w zamian za Wole Boga, który was uszczesliwi na ciele i duszy.
Chcecie wiedziec, dlaczego ziemia nie wydaje plodów? Dlaczego na calym swiecie ziemia czesto rozstepuje sie i trzesie, i pochlania miasta i ludzi? Dlaczego wiatry i woda burza sie i niszcza wszystko? Skad tyle klesk, dobrze wam znanych?
Stad, ze wszelkie stworzenie posiada Boza Wole, która nad nim panuje i dzieki niej wszystkie sa mozne i wladne; sa od nas szlachetniejsze, bo w nas panuje wola ludzka ona nas poniza, oslabia i obezwladnia. Jesli baczac na wlasny los odrzucimy ludzka wole i przyjmiemy zycie Bozej Woli, wtedy i my staniem
y sie mozni i wladni; bedziemy bracmi i siostrami wszelkiego stworzenia, które nie tylko przestanie nas dreczyc, ale tez pozwoli nad soba zawladnac; bedziemy szczesliwi w zyciu doczesnym i w wiecznosci!Czy jestescie radzi? Totez pospieszcie sie: posluchajcie mnie, pokornej nicosci, która was tak ukochala. Wtedy i ja bede rada, bo bede mogla powiedziec, ze wszyscy moi bracia i siostry to Króle i Królowe, bo mieszka w nich Boza Wola!
Odwagi, odpowiedzcie na wezwanie.
Tak, wzdycham, byscie mi odpowiedzieli jednoglosnie, co wiecej nie sama was wzywam, nie sama blagam: wraz ze mna, glosem czulym i lagodnym wzywa was mój slodki Jezus, który tyle razy wrecz z placzem mówi nam: przyjmijcie moja Wole, zyjcie nia; wnijdzcie do Jej królestwa
".Wiedzcie, ze pierwszym, który prosil Ojca Niebieskiego aby przyszlo Jego Królestwo i stala sie Wola Jego tak w niebie, jak i na ziemi, byl Pan Nasz w modlitwie
Ojcze Nasz. Przekazujac nam Swa modlitwe wzywal nas i prosil, abysmy sie modlili: Fiat Voluntas Tua sicut in coelo et in terra".Dlatego tez, ilekroc odmawiacie
Ojcze Nasz, Jezusa ogarnia tak wielkie pragnienie, by dac wam Swe Królestwo, swoje Fiat, ze spieszy powtarzac wraz z nami: Ojcze, ja prosze Cie o to wraz z mymi dziecmi, spraw, by sie wnet stalo. Tak wiec sam Jezus modli sie jako pierwszy, a potem i wy za nim modlicie sie odmawiajac Ojcze Nasz. Czyzbyscie mogli odmówic tak wielkiego daru?Jeszcze jedno slowo.
Wiedzcie, ze ja, mala istota, widzac gorace pragnienie Jezusa, Jego szalone i pelne lez westchnienia, by dac wam swoje Królestwo, swoje
Fiat, chce, wzdycham i zabiegam o to, by wszystkich was ujrzec w Królestwie Bozej Woli, uszczesliwionych usmiechem Jezusa. Ale jesli nie uda mi sie przekonac was modlitwa i lzami, to spróbuje uczynic to natretnym blaganiem, tak u Jezusa, jak i u was.Wysluchajcie wiec tej marnej istoty, niech juz nie wzdycha, odpowiedzcie mi z serca: juz dobrze, niech sie stanie . wszyscy pragniemy królestwa Bozej Woli. Fiat
". (1)Nieznane modlitwy (2)
Zawierzam sie Twojej Woli
Zawierzam sie Twojej Woli, mój Jezu, by oddychac Twoim tchnieniem, by oddychac tchnieniem kazdego stworzenia i kazdy oddech zamieniac w czuly pocalunek.
Chce, by serce moje bilo Twoja Wola i za kazdym swoim uderzeniem powtarzalo kocham Cie, kocham Cie, a kazdy najmniejszy mój ruch wedlug Twojej Woli oddawal Ci usciski bliznich, abym zamknieta w Twoim uscisku, w Twoich ramionach chronila Cie przed obraza ludzka i umiala sprawic, zeby Cie wszyscy milowali i uwielbiali, blogoslawili i wypelniali Twa Swieta Wole.
Tys Przewodnikiem moim
O mój slodki Jezu, uchowaj mnie w ukryciu Swej Woli, bo nie chce widziec, ani slyszec, ani dotykac niczego oprócz Twej swietej Woli. Jej moca chce uswiecac bliznich. Panie Jezu, spraw, abym umiala moimi czynami napelnic Niebo i ziemie zyciem Bozym.
Królowo Matko, prowadz mnie, badz mi Nauczycielka i nie pozwól, bym nawet raz jeden odetchnela bez Bozej Woli.
Zabierz moja wole
Mój Jezu, daj mi Swa Wole a zabierz moja, zebym sie uswiecala Twoja swietoscia, zebym milowala Twoja miloscia, zeby moje serce bilo wespól z Twoim Sercem, zeby moje kroki byly Twoimi, moje odkupienie Twoim odkupieniem i zebym umiala swoimi slowami wzbudzic Jezusaa w sercach moich sluchaczy.
Królowo Matko, okryj mnie swym plaszczem, daj bezpieczne schronienie od wszelkiego zlego.
Na zdjeciu: Jedna z wielu modlitw, jakie Sluga Boza lubila zapisywac na odwrocie rozdawanych
obrazków.
Noty:
(1) Apel ten napisala Sluga Boza w roku 1924.
(2) Tytulów nie nadala Luiza Piccarreta. Na ogól sa zaczerpniete z tekstu modlitwy i oddaja jej mysl przewodnia. Znaleziono je wsród osobistych rzeczy Rozarii Bucci. Teraz naleza do mojego prywatnego archiwum materialów o Sludze Bozej.
Rozdzial Trzeci
Ozdrowienie chorej na padaczke
Ciotka Rozaria, urodzona 4 kwietnia 1898 jako ostatnia z licznego rodzenstwa, w opinii mojej babki byla jedyna pechowa córka w rodzinie, gdyz nie tylko cierpiala na ataki padaczki, ale w nastepstwie dosc blahego wypadku amputowano jej ostatnie czlony srodkowego, czwartego i malego palca prawej dloni.
Z nadzieja na uzdrowienie z padaczki babka zaprowadzila ja do Luizy, u której zbieralo sie grono dziewczat, uczacych sie robic koronki. Babka poprosila Luize o dolaczenie Rozarii do tej grupy, zeby dziewczynka zdobyla sobie jakis zawód. Ciotka miala wtedy zaledwie dziewiec lat, choc wygladala na znacznie starsza. Byl bardzo zimny i deszczowy dzien stycznia roku 1907. Luiza slynela juz w calym Corato i wszyscy nazywali ja swiatobliwa. Byla znana nie tylko ze swietego zycia, szanowano ja takze z uwagi na jej dzialalnosc spoleczna. Stworzyla bowiem w swym domu szkólke koronkarska, która wielu dziewczetom dawala szanse na awans spoleczny i odmiane zycia, ograniczonego do zajec domowych i prac w gospodarstwie rolnym. (1)
Oto, jak odbylo sie spotkanie
Byla godzina mniej wiecej dziesiata, gdy moja babka udala sie z ciotka do domu Luizy, mieszczacego sie na ulicy Nazario Sauro, zwanej tez ulica Szpitalna. Drzwi otworzyla matka Luizy, starsza juz kobieta, która przywitala sie z babka, wypytujac ja o róznych czlonków rodziny. (2)
Po tej rozmowie matka Luizy zaprowadzila je obie do pokoiku córki, która siedzac w lózku dawala lekcje koronek dziewczetom.
Angelina, siostra Luizy, wyprowadzila z pokoju mlode koronkarki, przyniosla krzeslo babce i zaczela sie rozmowa.
Oto relacja mojej ciotki:
- Rozmawialy najpierw na rózne tematy, których dobrze nie pamietam, jak dwie przyjaciólki, które dawno sie nie widzialy. Wreszcie moja matka ucalowala Luize i wyszla. Odgadlam, ze rozmawialy równiez i o mnie i ze Luiza zgodzila sie na prosbe mojej matki. Gdy zostalam z nia sama, Luiza spojrzala mi gleboko w oczy z wielka zyczliwoscia, jakby mi chciala dodac otuchy. Nie podejrzewalam wcale ze zostane przy niej nieprzerwanie przez czterdziesci lat.
Kilka dni potem moja ciotka dostala nagle ataku padaczki, akurat podczas pierwszej lekcji koronkarstwa. Ciotka nigdy nie opowiadala mi tego zdarzenia, bo byla osoba raczej zamknieta w sobie i tak dyskretna w sprawach dotyczacych Luizy, ze rzadko opowiadala o niej w domu. Zdarzenie znam z opowiadania mojej matki, która dowiedziala sie szczególów od obecnej przy tym przyjaciólki.
Kiedy ciotka upadla na podloge z piana na ustach, inne dziewczeta przestraszyly sie bardzo i uciekly z pokoju, zas siostra Luizy, Angelina, ruszyla na ratunek Rozarii. Natomiast Luiza nie stracila panowania nad soba, zupelnie, jakby wypadek wcale jej nie dotyczyl, i dalej robila koronki. Jedna z dziewczynek, która pomimo przestrachu pozostala w pokoju, opowiada:
- Jak tylko zobaczyla Rozarie na ziemi, Luiza podniosla oczy ku niebu i rzekla: Panie, jezeli umiesciles ja przy mnie, to przynajmniej niech bedzie zdrowa. I dalej robila koronki.
Wsród ogólnego zamieszania nikt nie zwrócil specjalnie uwagi na te modlitwe Luizy.
Czy bylo tak naprawde, czy nie od tamtej chwili ciotka Rozaria juz nigdy nie dostala ataku padaczki. Dozyla osiemdziesieciu lat i zmarla na zapasc cukrzycowa (taka postawiono diagnoze). Jej choroba trwala póltora dnia.
Na zdjeciu: Luiza Piccarreta czyta Pismo Swiete.
Dzwonek niezgody
Ciotka Rozaria byla wspólwlascicielka dóbr rodzinnych, ale praktycznie zrezygnowala na nasza korzysc z polowy dochodów, jakie one przynosily, dosc znacznych jak na owe czasy, gdyz rodzina nasza byla liczna szesciu synów, wszyscy w szkolach. Przychodzil
a prawie codziennie do domu na obiad i czula sie pania sytuacji. Udzial ciotki w zajeciach domowych byl bardzo ceniony. Ciotka pomagala w kuchni, nakrywala do stolu i przed odejsciem pomagala sprzatnac po skonczonym posilku.Wszyscysmy byli jej za to bardzo wdzieczni, gdyz matka byla nauczycielka a my wszyscy uczylismy sie w szkolach, wiec nie moglismy specjalnie pomagac w domu. Kiedy zdarzalo sie, ciotka nie przyszla, wszystko sie komplikowalo i dom ogarnial chaos. Pamietam, ze zwykle, gdy wracalismy ze s
zkoly, ciotka Rozaria byla juz w domu. Posylala nas zaraz umyc rece i przypominala, zebysmy sie przezegnali przed jedzeniem.Czasem jednak ciotka zachowywala sie tak dziwnie, ze zaczynalismy szemrac, zwlaszcza moja matka. Jej zachowanie wydawalo nam sie wtedy bezczelne i wyzywajace, jakby chciala dac do zrozumienia, ze to ona jest tu pania.
Zalezalo to zapewne takze od jej silnego i zamknietego charakteru, który nie pozwalal na zwierzenia.
Jej obecnosc krepowala nas, nikt w domu nie smial uzywac slów innych niz poprawne, a ona nam nie ustepowala zadne z nas nigdy nie dostalo od niej podarku czy pieniedzy. Robila sie milsza tylko wtedy, gdy mówilismy, ze chcemy pójsc do kosciola wyspowiadac sie, albo na nabozenstwo wieczorne, na które ona zawsze chodzil
a. Zazwyczaj chodzila do kosciola Santa Maria Greca. Zajmowala miejsce w kaplicy Najswietszego Sakramentu, gdzie klekala na uboczu. Gdy szukalismy jej w jakiejs sprawie rodzinnej, a nie bylo jej w domu u Luizy, znajdowalismy ja zawsze tam wlasnie, na zwyklym miejscu. Któregos dnia zapytalem ja:- Nie bola cie kolana od kleczenia?
Ona usmiechnela sie, ale nie odpowiedziala na moje pytanie. Wyjasnila tylko:
- Tutaj kleczala zawsze Luiza, kiedy mogla jeszcze chodzic do kosciola. To tutaj rozmawiala z Jezusem.
Wszystkie te dziwne zachowania przeszkadzaly nam bardzo, totez w domu padaly czesto ciezkie slowa na jej temat. Przyczyny klótni w rodzinie, zwlaszcza miedzy ciotka a moja matka byly nastepujace:
Wielokrotnie, gdy siedzielismy przy obiedzie, ciotka nagle wstawala, pospiesznie wkladala plaszcz i wychodzila.
Albo wlasnie kiedy dyskutowano o sprawach waznych dla rodziny, przerywala dyskusje i znikala. Nie umielismy sobie wytlumaczyc takiego zachowania, bo tez nie mialo ono zadnego logicznego wyjasnienia. W zwiazku z tym ciotke uwazalismy za osobe obludna i nieszczera, a matka przypisywala zachowanie ciotki jej poczuciu wyzszosci. Tylko ojciec, który bardzo kochal siostre, interweniowal przywracajac spokój i usprawiedliwial ja zawsze, co bardzo gniewalo matke, obrazona, ze on nie szanuje jej zdania o ciotce.
My, dzieci, trzymalismy oczywiscie strone matki. Dla nas ciotka byla czarna owca w rodzinie i przedmiotem zgryzliwych uwag z naszej strony. Musiala interweniowac matka, przykrócajac nasze kpiny. Mimo wszystko matka wielce szanowala ciotke Rozarie i ostrzegala nas zawsze:
- Pamietajcie, ze to swieta dusza, oddana Bogu.
Przypuszczalnie najbardziej denerwujace bylo to, ze nastepnego dnia ciotka Rozaria pojawiala sie w domu jak gdyby nigdy nic, ale nigdy nie odpowiadala na pytania matki o przyczyne jej zachowania.
Juz jako kaplan, gdy ciotka byla stara i cala rodzina otaczala ja wielka czcia, zapytalem ja o to dziwne postepowanie. Odrzekla:
- Naprawde chcesz wiedziec? Takis ciekawy?
- Tak odpowiedzialem. Wtedy zaczela opowiadac:
- Bardzo cierpialam z powodu tych nieporozumien, ale to byly straszliwe próby, na które wystawial mnie Pan Bóg, abym byla godna strazniczka Luizy. Ona poswiecala wiele godzin dziennie modlitwie. Zgadywalam kiedy chciala byc sama i nie czekajac, az mi sama powie, wstawalam od klocków, wyjmowalam jej z rak robote, kladlam na stole, prosilam wszystkich, zeby wyszli z pokoju, zaciagalam zaslone wokól lózka, zamykalam jej pokój i wszystkie pracowalysmy w ciszy w sasiednim pokoju. Mijalo wiele godzin i kiedy slyszalam dzwonek, tylko ja wchodzilam do Luizy, otwieralam zaslony lózka, wkladalam znowu klocki w jej dlonie tak, aby wszyscy wchodzac do pokoju zastali ja tak, jak zostawili, pograzona w pracy. Takze rano, kiedy jeszcze lezalam w lózku, tylko ja jedna slyszalam, ze dzwoni, czasem kolo trzeciej, czwartej. Jej siostra Angelina narzekala, ze budze ja swoim wstawaniem. Szlam do pokoju Luizy i znajdowalam ja jak martwa, bez znaku zycia, w bezruchu. Czesalam jej wlosy, poprawialam poduszki, które wiele razy znajdowalam na ziemi. Trzeba powiedziec, ze poduszki (trzy) byly ukladane pod plecy Luizy ale Luiza nigdy sie na nich nie opierala, sluzyly tylko po to, by zapelnic puste miejsce miedzy Luiza a szczytem lózka. Po przygotowaniu Luizy przygotowywalam tez oltarz do Mszy swietej. Gdy przychodzil ksiadz, zeby odprawic nabozenstwo, wpuszczalam tylko jego. On zegnal jej cialo znakiem krzyza i przywracal ja do zycia. Gdy Luiza powracala do normalnego stanu, wchodzili wszyscy inni z nieodlacznym ministrantem wlacznie, by uczestniczyc w nabozenstwie. Luiza sluchala Mszy swietej jak w ekstazie, z ogromnym nabozenstwem, odpowiadajac bezblednie po lacinie. Po komunii, kiedy juz wszyscy odeszli, Luiza pograzala sie w dlugim i glebokim dziekczynieniu, które trwalo kilka godzin. Kolo dziewiatej rano dzwonila. Wtedy wchodzilysmy i zaczynala sie praca na klockach. Ja pracowalam obok Luizy i uzywalysmy tych samych wrzecion, nici i szpilek. Poprawialam jej prace, bo byly dosc nierówne dlatego, ze Luiza nie miala sily, by dobrze napinac nici z powodu bólu rak, na których miala stygmaty.
W tym miejscu przerwalem jej:
- Alez ja nigdy nie widzialem stygmatów na jej rekach!
Odpowiedziala:
- Pewnie, bo byly wewnetrzne i tylko ja i pare innych osób je widzielismy. Widzieli je mianowicie spowiednicy i siostry Cimadomo, i jak mi sie zdaje, takze jej siostrzenica Józefina. Bo jak bralo sie dlon Luizy i obserwowalo pod slonce, to wewnatrz widoczny byl otwór. Wiele razy, gdy wchodzilam do pokoju w nocy, byla cala zakrwawiona; stopy, dlonie i bok tak broczyly krwia, ze przesiakala nocna koszula i lózko. Czasem krew splywala az na podloge. Zakrwawione bylo nie tylko cialo, ale i twarz, i glowa wygladala jak Jezus na krzyzu. Na poczatku bylam przerazona, przekonana, ze nie zyje, ze sie wykrwawila. Bieglam po reczniki, by ja obmyc, ale jak wracalam, byla zupelnie czysta, tylko przescieradla byly skrwawione. Wszystko znikalo. To zjawisko powtarzalo sie dwa, trzy razy do roku.
- Ale czy ty opowiadalas kiedykolwiek o tym zjawisku? zapytalem.
- Nie odpowiedziala ciotka tylko ksiadz Benedykt Calvi wiedzial. On mi absolutnie zabronil mówic o tym i powiedzial, ze nie da mi rozgrzeszenia, jezeli sie przed kims wygadam. Ty jeden wiesz i mam nadzieje, ze Luiza nie ma o to do mnie zalu.
Potem zamilkla na chwile, po czym dodala:
- Prosze, bys nie rozpowiadal o tym zjawisku.
Mialem wrazenie, ze zalowala, iz powiedziala mi o tym. Bo tez opowiadala to po raz pierwszy.
Oto wiec jedno z wielu zjawisk zachodzacych w zyciu Luizy, do tej pory nieznane.
Ciotka po dluzszym milczeniu podjela znowu opowiadanie:
- Na ogól Luiza pracowala tylko dla kosciolów, robila koronkowe obrusy na oltarze, alby i komze dla kaplanów. Czasami na usilne prosby robila narzuty na lózka dla nowozenców. Miala szczególna slabosc do uswiecania rodzin i wiele mlodych par przychodzilo do niej po rade. Ilez dobra wyrzadzila i ile rodzin uratowala od zguby! Ja wychodzilam z domu, gdy Luiza pograzala sie w modlitwie, a kiedy wracalam po krótkiej niebytnosci, dzwonil dzwonek, wiec bylam spokojna. Jezeli musialam oddalic sie na kilka dni, zastepowala mnie siostrzenica Józefina. Ale zdarzalo sie, ze kiedy bylam daleko, w domu czy w kosciele, albo u którejs przyjaciólki, slyszalam dzwonek, przerywalam wszystko, nawet obiad, i bieglam do Luizy. Z tego powodu uwazano mnie za dziwaczke nie tylko w rodzinie, takze wsród obcych. Nie moglam dawac wyjasnien, takze dlatego, ze dzwiek dzwonka slyszalam tylko ja i gdybym powiedziala o tym ludziom, wzieliby mnie za wariatke i wizjonerke. Dlatego milczalam, a kiedy pytano mnie o przyczyny mojego postepowania, próbowalam zawsze przemilczec i zmienic temat rozmowy, udajac, ze nie slysze pytania. To wszystko sprawialo mi wielki ból. Wiele razy po powrocie biegiem do domu zastawalam Luize dalej pograzona w modlitwie.
Zapytalem:
- To kto dzwonil?.
- Tego nie wiem odpowiedziala.
- A Luiza co mówila?
- Nic.
- A ty co robilas?
- Klekalam przy jej lózku i modlilam sie.
- Ale ty, czy nie zauwazalas niczego podczas modlitwy Luizy? Czy to prawda co mówia, ze czesto Luiza unosila sie w powietrzu?
- O tych sprawach nie moge mówic, Luiza zawsze mi tego zabraniala. Tylko spowiednik wiedzial wszystko i byl straznikiem nadzwyczajnych zjawisk z nia zwiazanych. Ze swej strony Luiza zawsze udawala, ze nic sie nie dzieje, ani nie pozwalala na chocby jedno slówko na ten temat. Wszystko musialo podlegac autorytetowi kaplana i tylko on mógl orzekac, czy te zjawiska moga byc ujawniane. Luiza nie robila niczego, ani niczego nie pisala bez pozwolenia spowiednika
, byla tak ulegla wobec wladzy koscielnej, ze nic nie moglo byc podane do wiadomosci publicznej albo napisane czy rozpowszechnione bez zgody Kosciola. To stad mozna bedzie dowiedziec sie wszystkiego o Luizie; wszystko jest zapisane w jej pismach.Próbowalem ja przekonac:
- Ale jej pisma nie moga powiedziec wszystkiego o jej zyciu, bo przeciez zycie Luizy bylo duzo bardziej zlozone.
- To prawda. odpowiedziala Moglabym powiedziec o wielu sprawach, o których nikt nie wie.
- No to czemu upierasz sie i nic n
ie mówisz?- Gdyby Luiza chciala, zeby wiedziano, spisalaby wszystko, albo zlecilby jej to Kosciól. Jasne jest, ze pewne zjawiska, których ja i inne osoby bylismy swiadkami, nie sa potrzebne duszom do uswiecenia. Pan zezwolil, aby to wszystko, co rzeczywiscie sluzy Kosciolowi i duszom bylo znane, reszta jest niepotrzebna. Opowiadajac o tym zdaje mi sie, ze profanuje bliskosc, jaka istniala miedzy Luiza i Bogiem, ludzie by tego nie zrozumieli. Przeslanie pozostawione nam przez Luize wykracza poza nia sama.
Ona chciala, zeby cala chwala i czesc nalezala tylko do Boga jej osoba miala pozostac w ukryciu, dlatego kochala samotnosc, cisze i wielce jej przeszkadzalo, gdy widziala, ze ludzie oddaja czesc jej osobie, bo ona sama uwazala sie za ulomna biedaczke w nieustajacej potrzebie. Ja i najblizsze otoczenie Luizy wiedzielismy bardzo dobrze, ze ona nie potrzebuje niczego, a my mamy byc strózami jej tajemnicy. Ilez to razy znajdowalam Luize juz doprowadzona do porzadku, oltarz gotowy do Mszy Swietej, a swiece zapalone.- Ale jak to moglo byc, skoro Luiza nigdy nie wstala z lózka przez mniej wiecej siedemdziesiat lat? Czy jestes pewna tego, co mówisz?
- Absolutnie pewna! Bo tylko ja wchodzilam do jej pokoju.
- Czy nigdy nie próbowalas odpowiedziec sobie na to pytan
ie?- Myslalam sobie, ze pewnie Anieli jej usluguja, a zwlaszcza jej Aniol Stróz, któremu byla nadzwyczajnie oddana. Czesto w jej pokoju unosil sie piekny zapach, gdy wchodzilam.
- A czy inne osoby, gdy tam wchodzily, czuly ten zapach?
- Tak, wszyscy uczestnicy Mszy Swietej. Pamietam, ze raz ksiadz Cataldo De Benedictis, który przyszedl, by odprawic Msze Swieta pod nieobecnosc spowiednika, powiedzial mi: Tylko nie perfumujcie pokoju, bo wychodze potem jak odurzony. Zapewnilam go, ze nikt tam niczego nie perfumowal, ale mi nie uwierzyl.
- Czy to prawda, ze Luiza zwracala caly przyjmowany pokarm?
- Tak. Wszyscy dobrze znali to zjawisko, bo Luiza miala przeciez zyc tylko Boza Wola. Ale wielu nie wierzylo i myslalo, ze jednak cos tam musi przelykac.
- Widzialem to zjawisko wiele razy, gdy przychodzilem cie odwiedzac do domu Luizy.
- To czego jeszcze chcesz ode mnie? Duzo rzeczy sie jednak marnowalo, a w tamtych czasach, jak wiesz, bieda byla wielka wszedzie. Ja tez zwrócilam na to uwage Luizie, choc tyle, co ona jadla, starczyloby ledwie dla noworodka. A ona mi wtedy odpowiedziala: Musimy byc posluszni. Bo rzeczywiscie spowiednicy na temat tego zjawiska byli nieustepliwi, twardzi i niezlomni. Wydaje mi sie, ze bylo scisle polecenie Biskupa w tej sprawie. Raz spowiednik powiedzial mi stanowczo: Musi jesc codziennie i wszyscy musza wiedziec, ze je, w przeciwnym wypadku mogliby postawic warte przy drzwiach, jak u Teresy Newmah, a prasa narobilaby tylko zamieszania.
- Ale pila wode, lub inne plyny?
- Ja nigdy nie podalam jej wody do picia; pila tylko sok z gorzkich migdalów, który przynosily jej siostry Cimadomo. Czasem przygotowywala ten sok twoja siostra Iza, która dostawala migdaly od Ciotki Nuncji. (3)
- Ale czy gorzkie migdaly nie sa trujace? A na dluzsza mete nie szkodza organizmowi?
- Tego nie wiem, ale moge stwierdzic z czystym sumieniem, ze byl to jedyny plyn, który pila bez zwracania.
- A czy byl chociaz slodzony?.
- Nie odpowiedziala mi ciotka ale teraz dosyc juz, powiedzialam prawie wszystko co moglam powiedziec i co zreszta wszyscy wiedza od dawna.
- Ale ja chce wiedziec wiecej!.
- Nie! To tylko ciekawosc z twojej strony, a jezeli Luiza bedzie chciala, opowiem ci wiele innych spraw. Ale wtedy to ja cie zawolam.
Tak zakonczyla sie rozmowa z ciotka Rozaria (4). Byl 15 pazdziernika 1970 roku.
Na zdjeciu: Rozaria Bucci przezyla u boku Luizy Piccarrety czterdziesci lat.
Koronkarka doskonala
Ku wielkiem zdumieniu otoczenia, pomimo okaleczonych palców u reki ciotka Rozaria zostala swietna koronkarka. Poprawiala robote Luizy i uczyla wszystkie dziewczeta, które uczeszczaly na kurs koronkarstwa. Poza tym wkrótce stala sie osoba niezastapiona i po smierci rodziców Luizy przejela stery rzadów jako gospodyni jej domu. To ona przyjmowala zlecenia i zawierala um
owy na wykonanie koronek. Nikomu jednak nie mówila, które z nich wykonala Luiza, gdyz Sluga Boza nie zyczyla sobie, aby jej prace wyrózniano czy specjalnie podziwiano. Po smierci Luizy prace koronkarskie trwaly dalej, gdyz ciotka podtrzymywala tradycje, doprowadzona do rozkwitu przez Luize Piccarrete. Fakt, ze ciotka byla tak doskonala koronkarka, byl uwazany za cudowny przez wszystkich, gdyz kalectwo nie powinno bylo pozwolic jej na prace tak delikatne i precyzyjne, jak koronki klockowe. Za wyroby, które warte byly miliony, gdyz wymagaly kilku lat pracy, brano sumy po prostu smieszne. My, bratankowie, narzekalismy przed ciotka i protestowalismy, ale ona odpowiadala: Pieniadze sa malo wazne, wazne jest utrzymac sie przy zyciu. Ciotka opowiadala, ze Luiza zabronila jej kategorycznie przyjmowania pieniadzy od kogokolwiek, z jakiegokolwiek powodu poza wynagrodzeniem za prace, a zwlaszcza datków pienieznych. Jesli zdarzylo sie, ze pieniadze wplywaly poczta, natychmiast byly odsylane z powrotem. Luiza twierdzila, ze jak dla siebie, posiada i tak za duzo, a przeciez sama niczego nie potrzebuje. Te drobne sumy pobierane za wyroby koronkarskie wystarczaly na utrzymanie ciotki Rozarii i siostry Luizy, Angeliny. Znamienna jest w tym wzgledzie odpowiedz, jaka Luiza dala blogoslawionemu Hanibalowi, kiedy chcial jej przekazac sumy nalezne z tytulu praw autorskich za wydane ksiazki:- Nie mam zadnych praw powiedziala odmawiajac przyjecia tych pieniedzy od bl. Hanibala bo to, co jest w nich napisane, nie jest moje.
Tajemnicze wrzody
Okolo roku 1940 moja ciotka, kobieta krzepka i tryskajaca zdrowiem, dostala na ciele czegos w rodzaju bezbolesnych wyrzutów, które z czasem powiekszyly sie i zaczely wydzielac rope. Zwlaszcza dwa z nich byly szczególnie przykre, bo znajdowaly sie pod broda i wygladaly jak dwa wielkie, napuchle czyraki. Z wrzodów stale wyciekala ropa, kapiac wrecz do talerza ciotki podczas obiadu. Brzydzilem sie tego okropnie i usilowalem odejsc od stolu, ale matka, nie chcac dac poznac ciotce naszego wstret
u przytrzymywala mnie za reke, albo szczypala pod stolem. Ciotka Rozaria, jako wspólwlascicielka dóbr rodzinnych przychodzila do nas czesto na posilki. Jej wrzody, rozsiane juz na calym ciele, zwlaszcza na piersiach i ramionach, opatrywala zyczliwie moja matka, która namawiala ciotke, zeby pojechala do Bari do lekarza. Lecz pewnego dnia ciotka przyszla na obiad zupelnie zdrowa. Wszyscy bylismy zaskoczeni, bo w miejscu ropiejacych wrzodów widnialy tylko drobniutkie, zabliznione slady. Nikt nie komentowal. Dopiero gdy ciotka odeszla, ojciec, wspominajac dawniejsze i bizsze zdarzenia podsumowal z mysla o Luizie: Ched femn c fatt vdai caus nov (ta kobieta zawsze umiala pokazac nam cos nowego). Ojciec takze bardzo szanowal i powazal swiatobliwa Luize i na lozu smierci chcial, aby podano mu koszule, która nalezala kiedys do niej. Umarl, przyciskajac te koszule do piersi. Te sama koszule wlozyla moja matka w chwili swojego odejscia do nieba.Ale jak to bylo z moja ciotka?
Oto co mi opowiedziala pewnego razu podczas moich odwiedzin, gdy bylem wikariuszem w klasztorze w Barletcie i przyjezdzalem do niej regularnie.
Na usilne prosby mojej matki ciotka pojechala do Bari zbadac sie u dermatologa. Diagnoze uslyszala straszliwa.
- Droga pani rzekl jej lekarz to sa wrzody rakotwórcze, które beda rozprzestrzeniac sie coraz bardziej, az pokryja cale cialo. Jest to rodzaj tradu, pani choroba jest bardzo rzadka.
Wyobrazcie sobie stan duszy ciotki, gdy uslyszala ten wyrok. Bladzila godzinami po ulicach Bari, az wreszcie wieczorem wrócila do domu, do Luizy. Tam dala upust swojemu zmartwieniu mówiac:
- Jestem zawsze przy tobie, a ty pozwalasz, zeby sie takie rzeczy dzialy? Ja nie mam dzieci, które moglyby mnie pielegnowac.
Luiza pozwolila jej sie wygadac, a potem powiedziala:
- Rozario, Rozario u wszystkich lekarzy bylas, a nie poszlas do jedynego prawdziwego lekarza.
Ciotka, gdy to uslyszala, natychmiast zebrala wszystkie mascie, gazy i bandaze, i wyrzucila je przez balkon (to wszystko dzialo sie w domu przy ulicy Maddalena, gdzie wtedy mieszkaly). Potem oznajmila:
- Teraz powierzam sie Naszemu Panu i twoim modlitwom.
Przed udaniem sie na spoczynek Luiza przywolala ja do siebie, kazala jej ukleknac przy swoim lózku i obie modlily sie bardzo dlugo. Po czym ciotka poszla spac. Spala w wielkim malzenskim lozu razem z Angelina. W nocy ciotka poczula szczególna blogosc na calym ciele. Nastepnego ranka, wstajac z lózka ujrzala, ze wszystkie wrzody wyschly pokrywaly je tylko cienkie strupki, które odpadly potem w ciagu dnia
byla zupelnie zdrowa. Rozeszly sie sluchy o cudzie, ale nikt nie smial mówic o tym otwarcie, choc wszyscy wiedzieli, ze maczala w tym palce Luiza. A to dlatego, ze Luiza nie chciala aby te zjawiska przypisywano jej osobie.- Ja nie umiem czynic cudów, to Nasz Pan je czyni twierdzila.
Z tej przyczyny zadne nadzwyczajne wydarzenie, które mialo miejsce za jej przyczyna, nie bylo nigdy rozglaszane. Jednak wiesci o nich rozchodzily sie wsród ludzi po cichu.
Blogoslawiony ojciec Pius, Luiza Piccarreta i Roza
ria BucciLuiza Piccarreta i blogoslawionyojciec Pius z Pietrelciny znali sie od dawna, choc nigdy nie spotkali, bo Luiza nigdy nie opuszczala lózka, a ojciec Pius przebywal stale w swym klasztorze Ojców Kapucynów w San Giovanni Rotondo (5).
Nasuwa sie pytanie, jak sie poznali.
Trudno powiedziec, ale jedno jest pewne znali sie i szanowali.
Moja ciotka opowiada, ze Luiza wyrazala sie z szacunkiem i podziwem o blogoslawionym Ojcu Piusie i mawiala o nim, ze jest to prawdziwy czlowiek Bozy , który wiele jeszcze bedzie musial wycierpiec dla dobra dusz.
Okolo roku 1930 przybyl do domu Luizy pewien czlowiek, specjalnie przyslany przez Ojca Piusa. Byl to Fryderyk Abresch, który nawrócil sie dzieki mnichowi. Pan Abresch dlugo rozmawial z Luiza. Nie wiadomo, co sobie powiedzieli. Jedno jest pewne pan Abresch zostal apostolem Bozej Woli i odwiedzal co jakis czas Luize, zawsze dlugo z nia rozmawiajac.
Gdy syn jego przyjal pierwsza komunie swieta z rak Ojca Piusa, przywieziono go tez od razu do Luizy, która, jak mówia, zapowiedziala mu, ze zostanie ksiedzem.
Ówczesny chlopczyk jest dzisiaj kaplanem, dziala w Rzymie w Kongregacji Biskupów i wszyscy go tam znaja jako ks. biskupa Piusa Abrescha.
Gdy Luize potepilo Swiete Uficjum, a pisma jej znalazly sie na indeksie, Ojciec Pius przeslal jej przez Fryderyka Abrescha takie poslanie: Droga Luizo, swieci sluza dobru dusz, ale ich wlasne cierpienia nigdy sie nie koncza. W tamtym okresie takze ojciec Pius przezywal bardzo trudne chwile.
Przysylal on wiele osób do Luizy Piccarrety i mówil mieszkancom Corato, którzy przyjezdzali do San Giovanni Rotondo:
- Po co tu przyjezdzacie, macie Luize, do niej idzcie.
Ojciec Pius poradzil kilku swoim wiernym (m.in. panu Fryderykowi Abreschowi) aby otworzyli w San Giovanni Rotondo osrodek duchowosci inspirowany przez Sluge Boza Luize Piccarrete.
Spadkobierczynia tej woli Ojca Piusa jest dzisiaj panna Adriana Pallotti (córka duchowa Ojca Piusa), która otworzyla Dom Bozej Woli w San Giovanni Rotondo, gdzie podtrzymuje plomien rozpalony przez O. Piusa za posrednictwem pana Abrescha. Panna Adriana Pallotti twierdzi, ze to O. Pius zachecil ja do rozpowszechniania duchowosci Luizy Piccarrety w San Giovanni Rotondo i do rozszerzania Bozej Woli na swiecie.
Ciotka Rozaria jezdzila od czasu do czasu do San Giovanni Rotondo, zwlaszcza po smierci Luizy. Ojciec Pius bardzo dobrze ja znal i gdy jeszcze zyla Luiza, widzac Rozarie mówil:
- Cóz, Rózyczko, jak sie miewa Luiza?
A ciotka odpowiadala:
- Dobrze sie miewa!
Po jej smierci ciotka zaczela tam czesciej jezdzic, by zasiegac porady i sluchac Ojca Piusa.
Ciotka byla jedyna osoba, która zatroszczyla sie o rozwiazanie kwestii Luizy Piccarrety i Swietego Uficjum, jezdzac do róznych dostojników koscielnych i stawiajac nawet czola Kongregacji Swietego Uficjum. Pewnego razu, nie wiadomo jak, udalo jej sie dostac do biura Kardynala Prefekta Ottavianiego, który wysluchal jej dobrotliwie, obiecujac, ze zainteresuje sie jej sprawa. I rzeczywiscie, kilka dni potem ciotke Rozarie wezwal przewielebny ks. Addazi, arcybiskup Trani, który powiedzial jej:
- Droga pani, nie wiem czy mam pania skarcic, czy podziwiac za odwage. Stawila pani czola buldogowi Kosciola, wielkiemu obroncy wiary, i wyszla z tej przygody calo, bez jednego zadrasniecia.
Sprawa skonczyla sie otrzymaniem pozwolenia na przeniesienie ciala Luizy z cmentarza do kosciola Santa Maria Greca.
Luiza powiedziala ciotce:
- Ty bedziesz moim swiadkiem.
A ojciec Pius pewnego razu powiedzial do niej nagle, w swoim benewentynskim dialekcie:
- Rosa, va nanz, va nanz ca Luiza ič gran e u munn sarą chin di Luiza (naprzód, Rózyczko, naprzód, bo Luiza jest wielka i swiat bedzie jeszcze pelen Luizy).
Ciotka czesto opowiadala to zdarzenie, ale sprawy nie posuwaly sie do przodu wszystko wskazywalo na to, ze Luiza pozostanie w zapomnieniu.
Po smierci czcigodnego Ojca Piusa ciotka powiedziala pewnego razu:
- Ojciec Pius zapowiedzial, ze Luiza bedzie znana na calym swiecie.
I powtórzyla zdanie powiedziane w dialekcie przez Ojca Piusa.
Odpowiedzialem, ze sprawa Luizy Piccarrety nielatwo znajdzie rozwiazanie. Bo rzeczywiscie nawet w Corato juz nie mówilo sie o niej, a zdanie Ojca Piusa moglo byc próba pocieszenia Rozarii. Ale ciotka odpowiedziala:
- Nie! ojciec Pius podczas spowiedzi powiedzial mi, ze Luiza nie jest zjawiskiem ziemskim to dzielo Boga i On sam da ja poznac swiatu. Swiat zachwyci sie jeszcze jej wielkoscia; trzeba tylko poczekac, i to wcale nie tak dlugo. Nowe tysiaclecie ujrzy swiatlo Luizy.
W obliczu tego stwierdzenia zamilklem, a ciotka spytala mnie jeszcze:
- A ty, czy wierzysz w Luize?
Odpowiedzialem twierdzaco.
Wtedy powiedziala:
- Przyjdz do mnie za pare dni, musze ci powiedziec cos bardzo waznego.
Bylo to w latach siedemdziesiatych, Ojciec Pius od kilku lat wtedy juz nie zyl.
Tajemnica ciotki Rozarii
W roku 1975, a dokladnie 2 lutego pamietam, ze dzien byl bardzo zimny moja ciotka wezwala mnie do siebie. Byla juz bardzo leciwa i zaczela miec klopoty ze wzrokiem w zwiazku z cukrzyca. Moi siostrzency, Wincenty i Sara, przychodzili do niej do domu dotrzymywac jej towarzystwa.
Tego dnia zastalem ja, jak siedziala pod oknem, odmawiajac rózaniec.
Usiadlem obok i przywitawszy sie spytalem, co chciala mi powiedziec takiego waznego.
Spojrzala na mnie i rzekla:
- To, co teraz ci powiem, jest bardzo wazne. Zrób z tego dobry uzytek, a ja zachecam cie do medytacji nad cudami Pana, który zeslal nam Luize, istote bezcenna w oczach Boga i narzedzie Jego milosierdzia. Nie znajdziesz latwo drugiej duszy tak cennej i wielkiej. Luiza wykracza poza swoje ludzkie granice, mozesz kontemplowac ja w pelni tylko w swietle tajemnicy Boga. Maryja swoim Fiat zgodzila sie dac swiatu odkupienie, dlatego Pan Bóg wyniósl Ja do godnosci Matki Bozej. Maryja jest Matka Boga i zadne stworzenie nigdy Jej nie dorówna wielkoscia i moca, Ona jedna po Bogu jest uosobieniem cudownych dziel Pana dla swiata. Ale po Matce Bozej to wlasnie Luiza przynosi swiatu trzecie Fiat, Fiat Uswiecenia.
Wyrzekla to wszystko spokojnie, wyraznie wymawiajac slowa, przekonana o prawdzie swojego twierdzenia. Zdumialem sie bezmiernie tym, co powiedziala.
- Oto dlaczego Luiza pozostala na zawsze przykuta do lózka skladajac Bogu Najwyzszemu ofiare z siebie dzien po dniu, na przeblaganie Najswietszej Woli Bozej ciagnela dalej Bóg upodobal sobie jej osobe tak wylacznie, ze zabral ja sposród ludzi i powierzyl tylko swemu Kosciolowi, aby strzegl jej i ksztaltowal ja poprzez nieustajaca pokute i brak zrozumienia ze strony bliznich. Moja Luiza nie zaznala zadnego ludzkiego pocieszenia, tylko Boskie, nawet jej cialo bylo wciaz zawieszone miedzy niebem a ziemia, a jej zycie doczesne bylo nieustajacym zaprzeczeniem normalnego ludzkiego zycia. Takze fizycznie miala cala nalezec tylko do Boga.
Po czym zapewnila mnie:
- Pewnego razu Bóg powiedzial Luizie: Kto cie widzial i poznal, bedzie zbawiony" (6).
- Jest to, drogi Peppino, nadzwyczajny dar Boga, który pozostal w ukryciu, bo Luiza nie chciala, aby sie o nim rozeszlo, gdyz wtedy jej osoba stalaby sie przedmiotem ciekawosci i holdów, a ona twierdzila, ze na to nie zasluguje. Tylko spowiednik powiedzial mi kiedys, ze moge o niej mówic i opowiadac, ale dyskretnie. Teraz tobie to opowiadam z nadzieja, ze zrobisz z mych slów dobry uzytek.
Zachwycil mnie sposób, w jaki opowiadala mi to ciotka Rozaria, gdyz doskonale ujela pojecia teologiczne, uzywajac chwilami wrecz poetyckiego jezyka.
Moje notatki z tej rozmowy niestety zaginely zupelnie przypadkowo, wiec tutaj podaje tylko tyle, ile pamietam.
Smierc ciotki, tak nagla, nie pozwolila mi juz wiecej poprosic ja o szersze wyjasnienie tego, co mi wtedy wyznala.
Ciotka Rozaria zmarla w roku 1978.
Na zdjeciu: Naznaczona stygmatami dlon Ojca Piusa z Pietrelciny tysiace razy podnosila sie, by blogoslawic wiernych na zakonczenie Mszy Swietej.
Na zdjeciu: Corato, ulica Magdaleny. W tym domu Sluga Boza Luiza Piccarreta mieszkala w ostatnich latach swego swiatobliwego zycia.
Noty:
(1) Oto strona zycia Piccarrety nigdy dotad nie brana pod uwage, ale godna glebszego przebadania: jaki wplyw wywarla Luiza na chlopskie srodowisko?
(2) Matka Luizy Piccarrety zmarla kilka miesiecy pózniej, 19 marca 1907 r., na sw. Józefa; ojciec zmarl zaledwie pietnascie dni po niej. Luiza czesto o nich wspomina w swych pismach.
(3) Ciotka Nuncja byla siostra mojej matki, jej maz byl rolnikiem.
(4) Ciotka Rozaria wiele razy robila wrazenie, ze rozmawiala z Luiza zanim dala odpowiedz na postawione jej pytanie. Opowiadal mi to takze mój siostrzeniec Vincenzo, a potwierdzil pewien Meksykanin, który uczestniczyl w Miedzynarodowym Kongresie o Luizie Piccarrecie w Costarice. Czlowiek ten odwiedzil Corato i przeprowadzil z moja ciotka dlugie rozmowy.
(5) Ludzie opowiadaja, ze gdy Luize potepiono, ks. pralat Klemens Ferrara z Corato orzekl z ambony, iz nikt juz nie moze chodzic do jej domu, bo w przeciwnym wypadku ulegnie skomunice. Zakaz objal tez wszystkich ksiezy, którzy z kolei oglosili to samo z ambon swoich kosciolów. Z wielkim zdumieniem wszystkich, a szczególnie sióstr Cimadomo, które jednak Luizy nie opuscily, pewnego dnia pojawil sie u niej jakis mnich i bawil wiele godzin rozmawiajac z Luiza. Nikt nie umial powiedziec, kim byl ten kapucyn. Niektórzy oswiadczyli, ze rozpoznali w nim Ojca Piusa, który odwiedzil Luize zeby ja pocieszyc. Nie ma na to zadnego potwierdzenia, a ciotka Rozaria nie chciala nigdy nic powiedziec na ten temat. Nie mozna tez juz wypytac Angeliny ani sióstr Cimadomo, dawno zmarlych.
(6) Mysle, ze Pan chcial przez to powiedziec, iz znajomosc z Luiza nie powinna ograniczyc sie do jej osoby, ale skupic sie na jej poslaniu.
Rozdzial Czwarty
Hanibal Maria Di Francia i Luiza Piccarreta
Ciotka Rozaria czesto i chetnie wspominala blogoslawionego Hanibala Marie Di Francia, zalozyciela Rogacjonistów i Sióstr Bozej Gorliwosci.
Mówila o nim jak o bliskim krewnym, nazywajac go Ojciec Francia. Mnie osobiscie bardzo interesowala ta postac i wiele razy pytalem Ojców Rogacjonistów, czy przypadkiem w ich archiwum nie ma jakichs materialów na temat Jego kontaktów z Luiza. Bylem tez w Instytucie sw. Antoniego w Corato, zalozonym na specjalne zyczenie blo
goslawionego Hanibala w celu umieszczenia Luizy u tamtejszych sióstr.Ciotka mówila, ze bl. Hanibal mial zamiar przeniesc Luize do Instytutu Sióstr powstalego w Trani, ale Luiza powiedziala mu, ze Pan zyczy sobie, aby pozostala w Corato. Zamysl bl. Hanibala doczekal sie realizacji dopiero w roku 1928, juz po jego swietej smierci.
Hanibal Di Francia byl spowiednikiem nadzwyczajnym Slugi Bozej Luizy Piccarrety i to on wydal drukiem jej pisma. Nalezal do tych kaplanów, którzy swoja swietoscia i praca na rzecz sierot i opuszczonej mlodziezy budowali Kosciól Panski. Dzielo tych ludzi bylo ogromnie pozyteczne dla Wloch i dla Kosciola w okresie, gdy triumfowal antyklerykalizm.
Wedlug relacji ciotki Rozarii, blogoslawiony Hanibal cieszyl sie wielkim szacunkiem sw. Piusa X, który udzielal mu zawsze prywatnych audiencji. Zdaje sie, ze Pius X z wielka uwaga odnosil sie do Luizy Piccarrety. To jemu blogoslawiony Hanibal przedstawial jej pisma do wgladu przed oddaniem ich do druku.
Ciotka twierdzila, ze po przeczytaniu kilku pism Luizy, a szczególnie slynnej ksiazki Zegar Meki, sw. Pius X powiedzial: Drogi Ojcze, powinienes czytac te pisma na kleczkach, bo w nich przemawia Nasz Pan Jezus Chrystus. Ojciec Swiety osobiscie zachecal blogoslawionego Hanibala, aby upowszechnil pisma Luizy (1).
Hanibal przyjezdzal regularnie do Luizy na ulicy Nazario Sauro, gdzie spedzal z nia na duchowych rozmowach dlugie godziny.
Czesto przyprowadzal ze soba jakiegos biskupa, wloskiego lub cudzoziemca. Ciotka zapamietala na przyklad wizyte pralata z Wegier. Celem wyjasnienia pewnych watpliwosci, blogoslawiony Hanibal przyprowadzal teologów, którzy po dlugiej rozmowie ze Sluga Boza zbierali sie w innym pokoju i dlugo dyskutowali o tym, co uslyszeli.
Ciotka zapamietala pewnego wegierskiego biskupa, który po rozmowie z Luiza wyszedl bardzo poruszony mówiac swa chwiejna wloszczyzna: Módlcie sie za mój naród, po tym, jak uslyszal od Luizy smutne przepowiednie na temat losów swej Ojczyzny. Ciotka Rozaria nie potrafila mi powiedziec dokladnie, kim
byl ów biskup, ani skad przybywal, powiedziala tylko: biskup madziarski.Zrozumialem, ze biskup byl Wegrem.
Odwiedziny o. Hanibala nie ograniczaly sie tylko do rozmowy z Luiza. Prowadzil katecheze dla wszystkich odwiedzajacych dom Luizy, zwlaszcza mlodych; jego nauki wydaly liczne owoce wiele dziewczat wstapilo do klasztoru, wielu chlopców zostalo kaplanami, niektórzy z nich wstapili potem do zgromadzenia, kóre sam zalozyl.
Wiele osób przychodzilo tez do domu Luizy, by wyspowiadac sie przed o. Hanibalem. Potwierdzil mi to ks. kanonik Andrzej Bevilacqua, który jako mlody seminarzysta takze bywal u niej w domu, w tym samym celu. Blogoslawiony Hanibal byl takze spowiednikiem nadzwyczajnym czcigodnego i powszechnie lubianego arcybiskupa Leo z Trani.
W mojej poprzedniej ksiazce nie wspominalem o blogoslawionym Hanibalu Di Francia, gdyz poradzono mi, abym tego nie czynil, by nie zaszkodzic sprawie jego beatyfikacji, która sie wtedy toczyla.
Nalezaloby zbadac archiwa Kongregacji Rogacjonistów i Sióstr Bozej Gorliwosci, gdzie z pewnoscia zachowala sie obfita korespondencja miedzy Sluga Boza a blogoslawionym Hanibalem Di Francia. Ciotka mówila mi, ze duchowosc Luizy wycisnela pietno na regule Instytutu. Lektura starych regul i konstytucji Instytutów bylaby w tym wzgledzie bardzo interesujaca. Mam nadzieje, ze teraz, gdy ojca Hanibala Di Francia ogloszono blogoslawionym Kosciola, Rogacjonisci i Siostry Bozej Gorliwosci beda mogly nalezycie docenic postac Slugi Bozej Luizy Piccarrety, która tak bardzo przyczynila sie modlitwa, rada i pismami do rozwoju ich Zakonu.
Wiele pozostaje jeszcze do powiedzenia o wzajemnych stosunkach blogoslawionego Hanibala, Slugi Bozej Luizy Piccarrety i sw. Piusa X, dla którego Luiza zywila ogromna czesc. Juz wtedy uwazala go za swietego i otaczala czcia, czesto powtarzajac, ze Pan w naszych czasach zeslal Kosciolowi dwóch wielkich papiezy pierwszy z nich jest ukochanym synem Matki Boskiej (Pius IX), drugi jest wielkim obronca Wiary i Eucharystii".
Blogoslawiony Hanibal Di Francia musial pokonac ogromne przeszkody, by zrealizowac swój zamiar umieszczenia Luizy w zgromadzeniu swoich sióstr. Czesto powtarzal:
- Pobyt Luizy w domu mojego Instytutu bedzie blogoslawienstwem Bozym dla calego zgromadzenia.
Pomimo, ze w Trani istnialy juz dwa domy Zgromadzenia Bozej Gorliwosci, ze swietym uporem staral sie otworzyc dom zenski w Corato, w poblizu miejsca urodzin Luizy. Nie byla to latwa sprawa, swiatobliwy zalozyciel zmarl przed ukonczeniem domu.
Dwa lata po jego smierci Luiza przeniosla sie do Sióstr Bozej Gorliwosci, na ulicy Murge.
Wspomnienia Rozarii Bucci
Blogoslawiony Hanibal Maria Di Francia bywal u Slugi Bozej, z która toczyl dlugie rozmowy, pozoszajac godzinami w jej pokoju, gdzie czesto odprawial równiez nabozenstwa.
Oto, co pamietam z opowiadan mojej ciotki na ten temat.
- W roku 1910 przybyl do domu Luizy pewien ksiadz, proszac o rozmowe. Bylo to pierwsze z wielu kolejnych spotkan dwojga swiatobliwych. Tego pierwszego dnia drzwi otworzyla mu ciotka Rozaria, dziewczyna, która dobrze juz wtedy znala srodowisko Luizy, w którym przebywala od czterech lat, pomagajac jej siostrze, Angelinie, w zajeciach domowych. Poza tym, ciotka nauczyla sie swietnie robic koronki na klockach i nie tylko uczyla inne dziewczeta, ale na wyrazne zyczenie Luizy
poprawiala jej prace, czesto niedoskonale, bo Sluga Boza nie mogla dobrze wiazac supelków z powodu bolesnych stygmatów ukrytych pod skóra dloni (2).Ciotka Rozaria wielokrotnie slala dla blogoslawionego Hanibala lózko polowe w jednym z pokoi domu Luizy, gdy odwiedzajac rodzine Piccarretów zatrzymywal sie dluzej niz na jeden dzien.
Przyjezdzal na dluzej dlatego, ze Luiza czytala mu swoje pisma, wyjasniajac miejsca niejasne i niezrozumiale.
Moja ciotka wreczyla mu osobiscie rekopis slynnej ksiazki z medytacjami na temat Meki Panskiej. Blogoslawiony Hanibal oddal ksiazke do druku dajac jej tytul Zegar Meki, który poczatkowo nie spodobal sie Luizie. Ksiazka miala cztery wydania, kazde opatrzone obszernym wstepem przez blogoslawionego Hanibala.
Ciotka wspomina, ze pewnego razu bl. Hanibal zachecal dziewczeta i innych stalych bywalców domu Luizy do przeczytania ksiazki i zastanowienia sie nad jej trescia. Dajac im ksiazke w prezencie blogoslawionyHanibal powiedzial:
- Przed oddaniem do druku rekopisu bylem na audiencji u Piusa X, któremu wreczylem kopie. Po kilku dniach powrócilem do Ojca Swietego w sprawach zgromadzenia, które zakladalem. Wtedy Jego Swiatobliwosc powiedzial mi: Oddaj zaraz do druku Zegar Meki Piccarrety. Czytajcie te ksiazke na kleczkach, bo przez nia Nasz Pan przemawia".
Nie rozporzadzajac innymi dokumentami, musimy zawierzyc swiadectwu Rozarii Bucci.
Blogoslawiony Hanibal i Kapucyni z Prowincji Zakonnej Apulii
Zdaje sie, ze to Ojcowie Franciszkanie, a scislej Kapucyni, zasugerowali bl. Hanibalowi, by powierzyl swe dziela opiece swietego Antoniego Padewskiego. Z pewnoscia bl. Hanibal i franciszkanscy kapucyni zywili do siebie wzajemny szacunek.
Bardzo czesto mialem okazje sluchac naszych co starszych ojców, jak wspominali bl. Hanibala Di Francia
.Ojciec Hanibal popularyzowal pisma Luizy, rozdajac je w prezencie naszym mnichom, którym zalecal goraco, by nie mówili nikomu, kto je napisal, gdyz swiatobliwa pisarka pragnela zachowac incognito.
Mnichem, który najwiecej o tym opowiadal byl o. Izajasz z Triggiano, kaplan z prawdziwego zdarzenia, prosty i cichy. Ojciec ten darzyl wielka czcia Luize Piccarrete i przechowywal pieczolowicie jej pisma i kilka przedmiotów nalezacych ongis do Slugi Bozej. Miedzy innymi mial obrazek z wlasnorecznie napisana prz
ez Luize modlitwa.Ojciec Izajasz mawial czesto, ze Luiza jest wielka swieta i o. Hanibal jest takze wielkim swietym, gdyz zaznajomil nas z jej postacia. Swieci dobrze sie miedzy soba rozumieja. Sam Bóg ich jednoczy
".W roku 1917 O. Izajasz z Triggiano byl nowicjuszem w naszym klasztorze we Francavilla Fontana, gdzie zakonnicy czesto goscili ojca Hanibala Marie Di Francia, który pracowal wtedy nad realizacja swego dziela w pobliskiej miejscowosci Oria.
Oto wspomnienia o. Izajasza o wrazeniu, jakie wywarl na nim blogoslawiony Hanibal:
- Byl to prawdziwie Bozy kaplan i my, uczniowie, zywilismy do niego wielka sympatie. Wszyscy chodzilismy do niego do spowiedzi. Wyróznial sie wygladem, równiez jego gestykulacja i sposób mówienia, zawsze bardzo umiarkowany i dyskretny, zamiast nas oniesmielac wzbudzal chec do zwierzania mu sie, jak ojcu. Opowiadal nam zawsze o Bozej Woli i zachecal do znoszenia trudów i przeciwnosci. Tlumaczyl, ze jest pewna dusza calkowicie oddana Bogu, która cierpi i modli sie za wszystkich.
Ta dusza mówil o. Hanibal ojcu Izajaszowi jest córka twojej ziemi, a to jest znak, ze Bóg blogoslawi Bari i jego mieszkancom. Aby go pocieszyc, rozwiac watpliwosci i ukoic cierpienia podarowal mu ksiazke Zegar Meki, która osobiscie oddal do druku. Ojciec Izajasz, wtedy jeszcze brat Izajasz, nowicjusz u braci kapucynów, pytal go gdzie przebywa i kim jest owa swieta dusza, ale bl. Hanibal odpowiadal:
- Mysl o tym, zeby przygotowac sie godnie do kaplanstwa i wypelniac zawsze Wole Boza, a z czasem sam odkryjesz, kim jest ta dusza.
Po otrzymaniu swiecen kaplanskich ojciec Izajasz odwiedzal wielokrotnie Luize Piccarrete, przychodzac po rade, a nierzadko i po pocieszenie w swoim poslannictwie, gdy zatruwaly je zlosliwe jezyki.
W owych czasach Prowincja Zakonna Apulii przezywala pewne trudnosci, zwiazane z róznymi konfliktami, jakie powstawaly miedzy Prowincja Bari i Prowincja Lecce po ich polaczeniu w jedna prowincje zakonna. Kilku ojców zapoczatkowalo reforme, która nastepnie zablokowal sw. Pius X.
Wiekszosc zakonników podporzadkowala sie papiezowi, ale inni nie ulegli i w rezultacie zostali wydaleni z Zakonu i objeci ekskomunika. Znalazl sie wsród nich takze o. Gerard, przelozony i dyrektor alumnatu we Francavilla.
Ojciec ten w szczególny sposób pojmowal kierowanie alumnatem, w którym stosowal iscie drakonskie metody pozostawial czesto na czczo swoich wychowanków, gdyz uwazal, ze powinni umartwiac sie i upodabniac do Ukrzyzowanego Jezusa. Co gorsza, nie pozwalal nawet na nauke. Nauka mial byc krzyz i pokuta. W zwiazku z tym w salach alumnów umiescil wielki krucyfiks i wlosiennice. Latwo zrozumiec stan ducha wychowanków, i nie tylko ducha wielu z nich zachorowalo. Ojciec Hanibal Di Francia podczas wizytacji przywolal do porzadku ojca Gerarda, tlumaczac mu, ze nie wolno przeciez zmuszac do takiego rygoru mlodziezy w wieku dojrzewania. Po czym sam dal przyklad, jak nalezy prawidlowo postepowac, bo sprowadzil do klasztoru duze ilosci jedzenia zachecajac chlopców, aby przynajmniej raz sie najedli. ojciec Hanibal byl bardzo wrazliwy na kwestie zdrowotne mlodych studentów i czesto mawial im: Nie taka jest Wola Boza".
Wydaje sie, ze ojciec Gerard nie pozostal calkiem gluchy na przemowy ojca Hanibala, który umial mówic z wielkim przekonaniem i miloscia, poruszajac nawet najtwardsze serca. Skutki jego perswazji daly sie odczuc od razu zakupiono ksiazki pozyteczne dla formacji kaplanskiej mlodziezy, zas porcje chleba i zupy zwiekszyly sie.
Niedlugo potem ojciec Gerard wystapil z Zakonu i narazil sie na ekskomunike za swe dziwaczne poglady i bunt wobec Kosciola. Spelnily sie slowa czcigodnego Hanibala. Bo tez gdy zniecheceni uczniowie klekali, by sie u niego wyspowiadac, czesto im mówil:
- Zyjcie dalej w posluszenstwie Bozej Woli, bo juz wkrótce wszystko sie zmieni.
Odwagi!Wielu Ojców poznalo czcigodnego Hanibala, a za jego posrednictwem takze Luize. Jakze nie wspomniec tu o. Daniela z Triggiano, wspanialego kapucyna, który prawdziwie uosabial Kwiatki sw. Franciszka. Jego prostota, slowa i czyny zyja do dzis w pamieci calej naszej Prowincji Zakonnej.
O. Daniel wyrazal sie o Luizie Piccarrecie jako o istocie niebianskiej, a gdy bedac mlodym seminarzysta przychodzilem do niego do pokoju, by sie wyspowiadac, zawsze mówil:
- To ty jestes Bucci z Corato? Znasz Luize? Wiedz, ze to wielka swieta, wiec zawsze módl sie do niej, jesli chcesz zostac ksiedzem.
O. Daniel interesowal sie historia Triggiano i opublikowal tez kilka podreczników religijnych, czerpiac obficie z ksiazek Luizy Piccarrety. Sadzac z tonu jego opowiadan o Luizie, musial miec z nia bezposredni kontakt, jak zreszta takze z czcigodnym Hanibalem.
Slyszalem tez wiele o Luizie od innych ojców. Ojciec Jan De Bellis, czesto zapraszany do Corato dla swoich kazan, bywal podczas tych podrózy gosciem w domu Luizy. O. Jan, mój wspólbrat z klasztoru w Trinitapoli, gdy ja bylem tam przelozonym i proboszczem, wielokrotnie mówil mi o Luizie i o blogoslawionym Hanibalu Marii Di Francia, którego znal osobiscie. Mialem tez szczescie byc przy o. Janie w ostatnich chwilach
jego zycia. O. Jan zmarl w wieku dziewiecdziesieciu dwóch lat. Umieral calkowicie pograzony w modlitwie, z rózancem w splecionych dloniach. Jego ostatnie slowa, to Niech sie stanie Wola Boza. Bylo to w roku 1982.Równiez ojciec Terencjusz z Campi Salentina zywil ogromna czesc dla Slugi Bozej Luizy Piccarrety i ile razy spotykalismy sie, zawsze mówil mi o niej. To on poinformowal mnie, ze rozpoczal sie proces beatyfikacyjny ojca Hanibala, spowiednika Luizy. Gdy bylem mlodym nowicjuszem w klasztorze w Ales
sano, o. Terencjusz byl tam przelozonym. Raz opowiedzial mi takie zdarzenie:- Przezywalem wlasnie okres zwatpienia, kiedy pewnego dnia udalem sie do Luizy, która wysluchala mnie zyczliwie, po czym wyjasnila mi wszelkie moje watpliwosci, poslugujac sie tak jasna i gleboka wiedza teologiczna, ze bylo to dla mnie prawdziwym objawieniem. Wszystkie moje watpliwosci, których nie rozwialy dlugie studia teologiczne, rozwiala Luiza. Jestem pewien, ze Luiza byla obdarzona darem wiedzy wlanej.
O. Wilhelm z Barletty, jeden z najwybitniejszych kaplanów Prowincji, wielokrotny prowincjal i rektor naszego seminarium teologicznego, pewnego dnia, podczas lekcji ascetyki, jal opowiadac o czcigodnym Hanibalu i jego dzielach. Dlugo opowiadal o ksiazkach Zegar Meki i Maryja w Królestwie Bozej Woli. O Luizie powiedzial:
- To wielka i cudowna dusza. Nie dorastamy jej nawet do piet.
Ojciec Wilhelm nie mówil mi, czy znal osobiscie Luize.
Niemal wszyscy nasi dawni ojcowie znali osobiscie, badz ze slyszenia, czcigodnego Hanibala i Luize Piccarrete. Trzeba tu wymienic jeszcze o. Zachariasza z Triggiano, wielokrotnego prowincjala, o. Fedele z Montescaglioso, o. Józefa z Francavilla Fontana, o. Tobiasza z Triggiano, o. Antoniego ze Stigliano, który pozostawil pisma o Sludze Bozym bracie Dionizym z Barletty, o. Archaniola z Barletty, takze prowincjala, o. Gabriela z Corato, o. Tymoteusza z Acquarica, wielkiego przyjaciela ostatniego spowiednika Luizy, ks. Benedykta Calviego, w którego parafii wiele razy glosil kazania (byl takze obecny przy przeniesieniu zwlok Luizy z cmentarza do kosciola i koncelebrowal w Kosciele farnym Msze Sw. na otwarcie procesu beatyfikacyjnego Slugi Bozej Luizy Piccarrety), oraz o. Salvatora z Corato, o którym opowiem w innym rozdziale. Wielu braci swieckich, przybywajacych na kweste do Corato, nie tracilo zadnej okazji, by zlozyc wizyte Luizie, jak na przyklad bracia Ignacy, Abel, Rozariusz, Vito i Kryspin, którzy czesto rozmawiali ze mna o Luizie, wyrazajac sie o niej entuzjastycznie, gdyz zywili dla niej wielka czesc.
Na zdjeciu: ojciec Terencjusz z Campi Salentina, wielki czciciel Luizy Piccarrety.
Sympatia Luizy do kapucynów. O. Salvatore z Corato i Luiza Piccarreta
Ojciec Salvatore z Corato, kapucyn, byl pod wielkim wrazeniem swiatobliwej Luizy. Poznalem go, gdy bylem uczniem Seminarium w Giovinazzo (czwarta i piata klasa gimnazjalna). O. Salvatore spedzal u nas wakacje. Podczas spacerów po dlugich alejach klasztornego ogrodu opowiadal mi zawsze o Luizie, i o tym, jak dojrzalo w nim powolanie zakonne.
O. Salvatore byl wspanialym kapucynem. Pochodzil z zamoznej rodziny, byl milym czlowiekiem o duzej zyczliwosci i subtelnosci ducha, jaka nieczesto spotykalem u innych braci. Jego powolanie zakonne i kaplanskie przeszlo trudna droge i napotkalo liczne przeszkody. Byl sierota. Jego wychowaniem zajela sie ciotka, która czesto zabierala go ze soba w odwiedziny do swiatobliwej Luizy, która odnosila sie do niego z sympatia i chetnie z nim rozmawiala.
Pewnego razu Luiza powiedziala mu:
- Bóg chce, bys zostal ksiedzem.
Ale chlopiec nie zwrócil na jej slowa szczególnej uwagi. Wyrósl na przystojnego, bogatego mlodzienca, w którym wszystkie dziewczeta chetnie widzialyby swego meza. Wstapil do marynarki i wiele podrózowal. Podczas dlugich rejsów, trwajacych czasem kilka miesiecy, mlody i zdolny marynarz chetnie przebywal na pokladzie chlonac nieskonczona przestrzen oceanu i gwiazdy. Powracaly mu wtedy na mysl slowa Luizy:
- Bóg chce, bys zostal ksiedzem.
Pewnego razu znalazl sie w smiertelnym niebezpieczenstwie i nie pozostawalo mu juz nic innego, jak wzywac pomocy Luizy:
- Luizo, jesli chcesz, zebym zostal ksiedzem, ratuj mnie!
Przypadek sprawil, ze wielu jego towarzyszy wtedy zginelo, ale on cudem sie uratowal, w niezwyklych okolicznosciach. Wkrótce potem porzucil marynarke, wrócil do Corato i poszedl do Luizy. Po dlugiej rozmowie Luiza poradzila mu, by wstapil do zakonu kapucynów, uprzedzajac go, ze napotka wielkie przeszkody. Pan Bóg chcial wystawic na próbe jego powolanie. I rzeczywiscie nie chciano go przyjac do Zakonu. Wychowawcy odpowiedzialni za formacje mlodziezy sprzeciwiali sie. Przeszkode wedlug nich stanowil jego wiek - bo naprawde byl duzo starszy od normalnie przyjmowanych uczniów - oraz jego marynarska przeszlosc, na pewno pelna zdroznosci. Poza tym podejrzewali, ze pochodzac z zamoznej rodziny nie wytrzyma przepisów reguly, która jest przeciez bardzo surowa. Na nic okazaly sie listy polecajace ksiedza pralata Klemensa Ferrary i ksiedza Andrzeja Bevilacqua, który tez osobiscie przywiózl go do nowicjatu w Montescaglioso.
Ani mistrz nowicjatu, ani przelozony nie przyjeli go do klasztoru i nawet nie wpuscili przez brame. Musial biedak czekac pod klasztorem trzy dni na odpowiedz ojca prowincjala, do którego, jak sie wydaje, odwolali sie przelozony i mistrz nowi
cjatu.Sprawdzily sie w pelni slowa Luizy.
O. Salvatore po przyjeciu do Zakonu Kapucynów zrzekl sie wspanialomyslnie wszystkich dóbr rodzinnych i rozpoczal nauke, by przygotowac sie do stanu kaplanskiego. Po swieceniach kaplanskich udal sie do domu Luizy, by odprawic tam dziekczynna Msze swieta. Cala te opowiesc zakonczyl slowami:
- Luiza pozostala na zawsze w moim sercu i zyciu, czuje, ze jest blisko mnie, jakby chciala jeszcze ze mna rozmawiac.
I dodal:
- Jestem pewien, ze nie pozyje dlugo, bo Luiza chce mnie predko zabrac do Raju.
Powiedzial to usmiechajac sie w sposób trudny do opisania, niebianski.
Przelozeni zatrudnili go jako wychowawce i kierownika duchowego naszych chlopców w seminariach nizszych, gdzie byl wysoko ceniony i bardzo lubiany. Sprawowany urzad kaplanski wzbogacaly jego zalety duchowe i ludzkie. Nadwatlone od chwili wstapienia do Zakonu zdrowie bylo znakiem Woli Boga, który chcial, by o. Salvatore poprzez cierpienie dojrzal do Królestwa Bozego.
Gdy zapytalem go, czy wolno mi czytac pisma Luizy, potepione przez Swiete Uficjum, odrzekl, ze nie, i dodal:
- Luiza jest w Kosciele i cala do niego nalezy, a Kosciól czesto nam mówi, bysmy wyrzekali sie nawet rzeczy pieknych. Pamietaj, ze wszystko, co czyni Kosciól, jest wyrazem Bozej Woli, która mierzy czas swa wlasna miara. Byc moze swiat nie dorósl jeszcze, by otrzymac w darze i zrozumiec te wielka swieta. Wierze, ze juz wkrótce sam Pan wyniesie ja na oltarze.
O. Salvatore zmarl 3 wrzesnia 1956, w wieku czterdziestu jeden lat.
Na zdjeciu:
ojciec Salvatore z CoratoNa zdjeciu: Wiekszosc braci kapucynów na tym zdjeciu grupowym znala osobiscie Luize Piccarrete i blogoslawionego Hanibala
Na zdjeciu: Blogoslawiony ojciec Hanibal, spowiednik nadzwyczajny i redaktor
rrety.koscielny pism Luizy Picca
Noty:
(1)
Ksiazka Zegar Meki doczekala sie wielu wydan, pod redakcja samego bl. Hanibala, który opatrywal je dlugim wstepem.(2) Uwazano za nieustajacy cud, ze Rozaria byla tak swietna koronkarka, gdyz brakowalo jej czterech palców w prawej dloni, co oczywiscie powinno jej bylo uniemozliwic te prace. Wszyscy zachwycali sie szybkoscia, z jaka wykonywala koronki i doskonaloscia bardzo wyszukanych wzorów
.Rozdzial Piaty
Przedziwny obiad
Zaczalem bywac w domu Luizy Piccarrety, dokad zabierala mnie ciotka Rozaria, w wieku lat pieciu.
Gdy troche podroslem, czesto przynosilem Luizie kosze swiezych owoców, które ojciec zbieral w naszym ogrodzie.
Ciotka przy róznych okazjach zatrzymywala mnie na obiedzie w domu Piccarretów. Luisa nie jadala z nami, pozostajac w lózku w swoim pokoju, gdzie spozywala te pare gramów jadla, które stanowily jej codzienny posilek.
Pewnego dnia, zaciekawiony, przygladalem sie daniom, które gotowano dla Luizy. Jeden talerz zawieral caly jej posilek. To byla niedziela, w naszej rodzinie jadalo sie wtedy
orecchiette col ragu recznie wyrabiane z maki i wody drobne kluseczki w miesnym sosie. Ujrzalem na talerzu przeznaczonym dla Luizy nie wiecej jak piec czy szesc kluseczek i malenki kawaleczek winogron. Na moje oczywiste zdumienie ciotka patrzyla z zadowolona i usmiechnieta twarza. Rzekla wreszcie:- Zanies ten talerz Luizie.
Coraz bardziej zdumiony, zanioslem talerz Luizie, do lózka. Wlasnie skonczyla prace nad koronkami. Na jej kolanach umieszczono stoleczek nakryty serwetka. Wziela ode mnie talerz i postawila na stoleczku. Spojrzala na mnie przenikliwie swymi wielkimi oczami, nie mówiac ni slowa. Potem wziela kawalek winogron i wlozyla mi do ust. Wyszedlem, gdy Luiza zaczynala spozywac ten swój przedziwny posilek. Ledwo
zdazylem usiasc do stolu, gdy uslyszelismy dzwonek. Moja Ciotka zerwala sie, wziela tace i udala sie do pokoju Luizy. Nie zdajac sobie sprawy z tego, co czynie, poszedlem za nia i w ten sposób bylem niechcacy swiadkiem zjawiska, które mnie zupelnie zaskoczylo. Luiza mianowicie zwrócila cala spozyta porcje w stanie nienaruszonym. Najdziwniejsze bylo to, ze uczynila to bez zadnego wysilku czy spazmów, jakie normalnie towarzysza wymiotom. Ciotka zabrala stoleczek z jej kolan, postawila w kacie pokoju, zaciagnela firanki lózka, zamknela okiennice i rzekla:- Chodzmy, bo Luiza musi sie pomodlic.
Po powrocie do domu opowiedzialem wszystko matce, która nie okazala zadnego zdziwienia, bo juz dawno znala to zjawisko. Praktycznie rzecz biorac, Luiza nic nie jadla, ani nic nie pila zyla tylko Wola Boza. Zjawisko to trwalo prawie siedemdziesiat lat, choc z przerwami. Posluszna spowiednikom, musiala jadac przynajmniej raz dziennie nawet, jesli zaraz potem wszystko zwracala.
Niedotrzymana obietnica
Pewnego dnia, a byla to niedziela, znajdowalem sie w domu u Luizy, gdy zawolala mnie do siebie i rzekla:
- Dzisiaj jest niedziela i w domu jest mieso na obiad. Zjedz swoja porcje, ale zostaw troche dla Dzieciatka Jezus.
Zapewnilem ja, ze tak wlasnie uczynie. Ale po wyjsciu od niej zapomnialem cale zdarzenie, wlacznie z obietnica pozostawienia odrobiny dla Dzieciatka Jezus.
Trzeba pamietac, ze w owych czasach mieso rzadko pojawialo sie na stole bylo zbyt drogie, wiec jadalo sie je tylko w swieta i starannie wymierzalo porcje.
Zjadlem normalnie cala moja porcje, zupelnie zapomniawszy o porannej obietnicy. Ale Luiza nie zapomniala o niej wcale. Gdy powrócilem do niej po poludniu, widzac mnie powiedziala:
- Zapomniales o tym, co obiecales Dzieciatku Jezus.
Zmieszalem sie i nie wiedzialem, co odpowiedziec. Ciotka Rozaria wybawila mnie z klopotu mówiac:
- Maly jest, co on tam rozumie!
Pojalem jednak, ze ten oczywisty argument nie zadowolil Luizy.
Przepowiednia
Moja bardzo pobozna rodzina pragnela, aby choc jeden z synów zostal ksiedzem, bo ze strony ojca wielu bylo kaplanów w rodzinie, zas w rodzinie mojej matki jeden kuzyn byl wtedy generalnym wikariuszem diecezji Salernitanskiej, której przewodzil slynny biskup Balducci z Monterisi. Matka korespondowala z tym kuzynem, którego my
nie znalismy osobiscie. Pamietam tylko, ze matka wyrazala sie o nim entuzjastycznie.Oczy calej rodziny zwrócily sie w kierunku mego brata Augustyna, porzadnego, dobrze wychowanego chlopca, chetnego do nauki i powsciagliwego jednym slowem, najbardziej nadajacego sie do stanu kaplanskiego. Ciotka Rozaria byla zachwycona, gdy mój brat oswiadczyl, ze chce wstapic do seminarium. Ocena, jaka otrzymal od naszego proboszcza, swiatobliwego ks. Catalda Toty sw. pamieci, byla bardzo pochlebna.
Rozpoczeto szycie wyprawki. Ciotka uszyla komze zdobna w koronki wszystko bylo gotowe na wstapienie mego brata Augustyna do seminarium w Bisceglie. Zaszedl jednak fakt nieoczekiwany, który udaremnil przedsiewziecie, tak, ze brat mój nie wstapil jednak do seminarium. Przyczy
na wszystkiego byl ks. Andrzej Bevilacqua, nauczyciel Augustyna ze szkoly powszechnej, który niespodziewanie poradzil, aby nie posylac chlopca do seminarium, tylko poczekac, zeby skonczyl najpierw piata klase gimnazjum. W ten sposób, tlumaczyl ks. Bevilacqua, Augustyn wstapilby od razu do seminarium w Molfetta, bez przechodzenia seminarium nizszego stopnia, którego poziom wedlug ksiedza byl zbyt niski, by odpowiednio uformowac przyszlego kaplana. Ciotka Rozaria byla bardzo niezadowolona z takiego obrotu sprawy i pewnego dnia poskarzyla sie Luizie:- Tyle ponieslismy kosztów, a okazuje sie, ze Augustyn nie pójdzie do seminarium.
Musze wyjasnic, ze juz wczesniej Luiza nie wypowiadala sie wcale o tym zamiarze i w ogóle wydawala sie wobec niego obojetna. Pomimo, ze Augustyn bywal bardzo czesto w jej domu, pomimo, ze wiedziala o jego zamierzeniu, Luiza nie zachecila go nigdy ani jednym slowem, chociaz zupelnie inaczej zachowywala sie w stosunku do innych chlopców, którzy wykazywali podobne checi. Ale na te skargi
ciotki odpowiedziala w mojej obecnosci:- Rozario, Rozario Chcialabys decydowac za Wole Boza! Bóg go nie chce.
A patrzac w moja strone, dodala:
- Nim sie zajmij! Bo nie tamtego pragnie Pan, tylko tego.
Wielkie bylo zdziwienie ciotki Rozarii, gdy uslyszala te slowa. Odrzekla:
- Akurat, wlasnie jego, najwiekszego urwisa w rodzinie!
Bo rzeczywiscie, rzadko siedzialem w domu. Bylem bardzo ruchliwym i zywym dzieckiem i lubilem bawic sie na ulicy z co biedniejszymi chlopakami. Moi koledzy systematycznie chodzili na wagary, biegali boso, a wokól nich unosil sie wiecznie zapach kur, owiec i królików, hodowanych w ich domach. Dlatego w szkole nie osiagalem zbyt dobrych wyników i bylem powodem rozpaczy mojej mieszczansko-inteligenckiej rodziny (matka byla nauczycielka, ojciec urzednikiem magistratu).
Nie zwrócilem szczególnej uwagi na slowa Luizy. Chodzilem dopiero do czwartej klasy szkoly podstawowej. Byl to okres wielkich problemów spolecznych, upadl faszyzm, Niemcy okupowali kraj, szkoly zamknieto i brakowalo zywnosci. Zapomnialem, co powiedziala Luiza. Po jej smierci, która miala miejsce 4 marca 1947, moja ciotka, która czesto rozmyslala o jej slowach, zaczela patrzec na mnie dziwnym wzrokiem, jakby chciala wypatrzyc cos w moim sercu. I oto wkrótce ja, Peppino, naj
niesforniejszy chlopak z calej ulicy Andria, ku niebotycznemu zdumieniu sasiadów wstepuje do seminarium. Nie do diecezjalnego, ale do Seraficum Seminarium Kapucynów Mniejszych w Barletcie. Byl rok 1948. Juz caly rok minal wtedy od smierci Luizy Piccarrety. Wielu ludzi, znajac mój charakter, zakladalo sie, ze niedlugo wytrzymam w seminarium i ze na pewno tam tez narozrabiam. Niektórzy krytykowali nawet moja matke, bo zgodzila sie, nieszczesna, zebym wstapil do seminarium.Czas zadal klam tym zlowrogim wrózbom i w miasteczku zaczeto dawac wiare slowom mojej ciotki Rozarii, która z duma opowiadala wszystkim, ze Luiza przepowiedziala moje kaplanstwo. Ciotka twierdzila kategorycznie:
- Peppino bedzie ksiedzem, zobaczycie. Taka jest Wola Boga, która oznajmil prze
z usta Luizy.Burza na morzu
Minely lata. Matka i ojciec zmarli przedwczesnie, nasza liczna rodzina rozjechala sie po swiecie. Z trojga rodzenstwa, jedna siostra wyszla za maz i zamieszkala w Triescie, druga wyszla za maz i mieszkala w Bolonii, brat, tez zonaty, przeniósl sie do Szwajcarii. Dom opustoszal. Zamieszkala w nim za nasza zgoda jedynie ciotka Rozaria.
Ja studiowalem juz teologie w alumnacie w Santa Fara. Bylem juz po pierwszych swieceniach i diakonacie.
Latem caly alumnat przenosil sie do klasztoru w Giovinazzo. Budynek, polozony niemal nad samym morzem, byl idealnym miejscem na wakacje i miescil tez Seminarium wyzsze. Poszlismy kiedys na plaze. Byl sierpien. Morze bylo bardzo wzburzone. Pewien mlody seminarzysta nieostroznie zapragnal sie wyka
pac, ale fale pochlonely go od razu. Ja i jeszcze dwaj inni chlopcy, dobrzy plywacy, popedzilismy na pomoc wspólbratu, ale sztorm zniósl i nas na ostre skaly, fale wsysaly nas w glebine i rzucaly z powrotem na kamienie.W owych chwilach, na pól ogluszony, myslalem juz o smierci i mówilem sobie:
- No, teraz juz nie zostane ksiedzem!
Wtedy zaczalem wzywac Luize:
- Swiatobliwa Luizo, wspomóz mnie! i zaprzestalem walki z falami. Nagle poczulem, ze chwytaja mnie rece moich wspólbraci i wyciagaja z wody, zanim morze zdolalo pochlonac mnie do reszty. Wydobyto mnie z wody, pokaleczonego i pokrwawionego, ale zywego. Luiza mnie uratowala, razem z trzema innymi kolegami, moimi towarzyszami niedoli.
W nocy Luiza mi sie przysnila. Patrzyla na mnie tymi swoimi wielkimi oczami, które tak dobrze pamietalem, ale nic mi nie powiedziala.
Czy byl to jakis sen ostrzegawczy, czy maligna? Faktem jest, ze przez kilka dni mialem potem wysoka goraczke, ale wkrótce wyzdrowialem.
Rok pózniej zostalem ksiedzem. Wyswiecil mnie arcybiskup Bari, ks. Henryk Nicodemo, w kosciele Ojców Kapucynów w Triggiano, dnia 14 marca 1964.
Rozdzial Szósty
Przepowiednia purpury
Osoba bardzo przywiazana do Luizy Piccarrety byl tez wielce czcigodny kardynal Cento sw. pamieci.
Kardynal Cento skladal od czasu do czasu wizyty Luizie, jeszcze jako mlody duchowny. Ciotka Rozaria opowiadala mi o nim czesto, a pomimo, ze w miedzyczasie zostal wyniesiony na zaszczytny urzad kardynalski, dalej nazywala go ksiedzem Cento, albo ojcem Cento.
Poczatkowo nawet nie rozumialem, ze mówi o kardynale Cento. Pewnego razu listonosz przyniósl list z pieczecia Watykanu i herbem kardynalskim na kopercie. Wtedy dopiero zrozumialem o jakim to ojcu Cento mówila moja ciotka. Zganilem ja, ze mówila o nim ojciec, skoro byl kardynale
m, ale tak mi odpowiedziala:- Bardzo dobrze znalam ojca Cento, traktowalam go jak wlasnego brata. Ile razy przyjezdzal do Corato, do domu Luizy, to ja wlasnie prowadzalam go w rózne miejsca, do ksiedza pralata z wizyta, do biskupa w Trani, oprowadzalam go tez po Corato, pokazujac piekne zakatki miasta. Byl czlowiekiem wesolym, lubil zartowac, a kiedy odprawial Msze swieta wygladal jak aniol. Znam ojca Cento od mlodosci, ilez razy jedlismy razem obiady w domu u Luizy, z Angelina. Zawsze dlugo rozmawial z L
uiza. Kiedys mi powiedzial:- Luiza zawsze mi mówi, ze pomaluja mnie na czerwono, ale ja zartowal bede sie staral unikac kardynalskiej szaty.
Raz zobaczylam ojca Cento z zasepiona twarza i to byl jedyny raz, kiedy nie zartowal i prawie sie nie odezwal. To bylo wtedy, gdy potepili Luize. Pomimo cenzury Swietego Uficjum, ojciec Cento dalej przyjezdzal do niej w odwiedziny i jak zapytalam go, dlaczego stala sie ta katastrofa, odpowiedzial mi sucho:
- Rozario, prosze cie, nie mów o tych sprawach, bo to my najwiecej tu cierpimy z tego powodu.
Po czym dlugo nic nie mówil, az wreszcie dodal:
- To sa straszliwe próby, które zsyla nam Pan.
Jak powszechnie wiadomo, ojciec Cento byl wielka osobistoscia w Kurii Rzymskiej.
Ciotka Rozaria utrzymala z nim kontakt listowny i zdaje sie, ze wykorzystala wszelki wplyw, jaki potrafila na niego wywierac, w sprawie przeniesienia ciala Luizy z cmentarza do kosciola Santa Maria Greca.
I tu musze wyznac mój wielki blad nie zachowalem listów kardynala Cento do mojej ciotki. Po swiatobliwej smierci ciotki Rozarii moi siostrzency oczyscili dom z niepotrzebnych ich zdaniem rzeczy, a przy tej okazji wyrzucili tez i listy kardynala Cento.
To ogromna strata. Takie materialy zródlowe dodalyby wagi mojemu opowiadaniu o sprawach, które tutaj wyluszczam, a poza tym moglibysmy dowiedziec sie, co myslal kardynal Cento o Luizie Piccarrecie. Trzeba by poszukac w archiwach rodzinnych kardynala, byc moze daloby sie odzyskac cenne materialy.